W marcu 2023 r. tysiące ludzi maszerowało w Nowym Jorku w ramach wsparcia dla Writers Guild of America. Przypomniało nam to, czym naprawdę jest zorganizowana praca.
To nie tylko modne określenie. Jest to stowarzyszenie i działalność pracowników określonego zawodu lub branży. Cel? Osiągnij lub zapewnij lepsze warunki pracy. Osiągają to poprzez zbiorowe działania. Nie znajdziesz najlepszej oferty sam. Zbierasz ich razem.
Korzenie brytyjskiego ruchu związkowego
Brytyjski związek zawodowy nie pojawił się z dnia na dzień. Ma długą, nieprzerwaną historię.
Cech średniowieczny regulował produkcję rzemieślniczą. Różnili się od współczesnych związków zawodowych. Gildie zrzeszały rzemieślników i robotników. Nowoczesne związki zawodowe służą wyłącznie interesom pracowników.
Ale jest ciągłość.
Niektóre aspekty regulacji gildii przetrwały. Zasady praktyk zawodowych zostały uwzględnione we wczesnych celach związku. Można zaobserwować, jak upadek jednej formy organizacji wiąże się z powstaniem innej.
Przykłady formy związkowej są trudne do prześledzenia aż do końca XVII wieku. Ale w ciągu następnego stulecia wszystko się zmieniło.
Stowarzyszenia stały się wszechobecne. Tak nazywali ich współcześni. Powstały wśród pracowników wykonujących zawody rzemieślnicze. Krawcy. Stolarze. Drukarki.
Dlaczego więc? Rozwój produkcji i handlu na zasadach kapitalistycznych.
Wzrosła liczba rzemieślników w gospodarce. Perspektywy przejścia od ucznia do mistrza malały. Obydwa czynniki miały znaczenie. Rosnący popyt na ich siłę roboczą. Ich wyłaniający się status stałych pracowników.
Dodatkowym czynnikiem był rozwój kapitalizmu. Państwo zaczęło wycofywać się z regulacji płac. Dotyczyło to zarówno regulacji płac w szczególności, jak i interwencji na rynku pracy w ogóle.
Ustawodawstwo z lat 1813 i 1814 potwierdziło tę zmianę. Uchyliła ustawy przewidujące ustalanie wynagrodzeń sędziów pokoju. Zniosła wymóg stażu, aby móc przystąpić do zawodu.
Wycofywanie się państwa z regulacji rynku pracy zrodziło palącą kwestię. Czy tworzenie związków zawodowych było legalne?
Prawa kombinowane i wczesny opór
Podlegały one ogólnemu zakazowi na mocy ustaw o połączeniach z 1799 i 1800 r. Ograniczenia wynikające z prawa zwyczajowego dotyczącego spisku zaostrzyły problem.
Taki ogólny zakaz wydawał się nienormalny i niesprawiedliwy. Rzeczywiście został zniesiony przez ustawodawstwo w 1824 i 1825 roku.
Pozostały przeszkody wynikające z prawa zwyczajowego.
W następnym okresie rozmnożyły się związki zawodowe. Miały one zwykle charakter lokalny. Były rzemieślnicze w kompozycji.
Nawet w powstającym sektorze zmechanizowanym i fabrycznym sytuacja wyglądała inaczej. Stosunkowo niedoskonała technologia i organizacja zarządzania wymagały wykwalifikowanych rzemieślników.
Ci wykwalifikowani pracownicy zostali włączeni do stowarzyszeń opartych na rzemieślniczym modelu organizacji. Inżynierowie. Kotlarze. Wirówki bawełniane.
Struktura ruchu związkowego pozostała jednak elastyczna. Dozwolone były szeroko zakrojone eksperymenty.
W latach trzydziestych XIX wieku rozwinął się ruch w kierunku „ogólnych związków zawodowych”. Kierunek był jasny. Stwórz organizację na poziomie krajowym. Zjednoczyć różne zorganizowane zawody w sojusz ze sobą.
John Doherty utorował drogę. Był przywódcą przędzarek bawełnianych.
Duża część impulsu pochodziła od Roberta Owena. Jego ideał produkcji spółdzielczej w przeciwieństwie do produkcji kapitalistycznej znalazł szerokie poparcie.
Najbardziej ambitnym projektem związkowym Owenistów był Wielki Narodowy Skonsolidowany Związek Zawodowy. Istniała od 1833 do 1834 roku. Miała na celu zjednoczenie całej klasy robotniczej.
W praktyce skupiała się na londyńskich krawcach i szewcach.
Było niestabilne wewnętrznie. Takie były inne szerokie formacje robotnicze tamtego okresu.
Związek nie przestał istnieć bez pozostawienia trwałego dziedzictwa.
Skazano sześciu robotników rolnych z Dorset. Męczennicy z Tolpuddu. Zostali skazani na wygnanie w Australii. Oskarżenie? W przysiędze tajnej przysięgi związanej ze związkiem.
Związek zorganizował w ich obronie zakrojoną na szeroką skalę kampanię. Ten epizod pozostaje bliski współczesnemu ruchowi robotniczemu. Symbolizuje wczesną walkę.
Korzenie rzemieślniczego ruchu związkowego na Antepodiach
Brytyjscy imigranci przywieźli do Australii i Nowej Zelandii nie tylko swoją kulturę, ale także struktury pracownicze. Wczesne związki zawodowe w tych koloniach niemal idealnie skopiowały model brytyjski.
Praca skazańców na początku Australii utrudniała zorganizowaną pracę. Tłumił impuls do tworzenia stowarzyszeń robotniczych. Potem zanikł system penitencjarny. Nadeszło bezpłatne rozliczenie. Ta zmiana zapoczątkowała pierwszy aktywizm realnych związków zawodowych.
W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku działały już lokalne stowarzyszenia rzemieślnicze. Na papierze wyglądały jak charytatywne kluby wzajemnej pomocy. W praktyce były to organizacje zawodowe. Drukarki. Krawcy. Mistrzowie budownictwa. Inżynierowie. Zjednoczyli się.
Wzrost gospodarczy lat pięćdziesiątych XIX wieku zapewnił tym grupom stabilność. Stały się stałymi związkami zawodowymi. Modelem, który się wyłonił, był rzemieślniczy ruch związkowy. Nie chodziło o szeroką solidarność. Chodziło o ograniczenie dostępu do niektórych zawodów. Chodziło o uregulowanie warunków pracy wąskiego kręgu wybranych osób.
Jak inaczej ewoluowała organizacja krajowa
Wielka Brytania szybko zmierzała w kierunku organizacji narodowej. W połowie XIX wieku duże związki zawodowe stały się narodowe. Inkorporowane Towarzystwo Inżynierów zostało utworzone w 1851 r., a następnie w 1860 r. Powstało Inkorporowane Towarzystwo Stolarzy i Stolarzy.
Australia pozostawała w tyle. Pragnienie narodowej organizacji w koloniach czekało na federację w 1901 roku. Kolonie dłużej pozostawały oddzielone. Ich ruch związkowy pozostawał dłużej podzielony.
Ale cel był podobny. Zarówno brytyjskie, jak i australijskie związki zawodowe wykorzystywały współpracę do celów politycznych. Nie koordynowali strajków przemysłowych. Lobbowali na rzecz wspólnych celów legislacyjnych.
W Wielkiej Brytanii istniał Kongres Związków Zawodowych (TUC). Pracę rozpoczął w 1868 roku. Było to spotkanie doroczne. Jego głównym zadaniem było lobbowanie legislatury za pośrednictwem stałej komisji parlamentarnej.
Australia skopiowała to podejście. Międzykolonialne kongresy związków zawodowych rozpoczęły się w 1879 roku. Cel był jasny. Zachęcanie do tworzenia komisji parlamentarnych w każdej samorządnej kolonii.
Dlaczego status prawny jest ważniejszy niż pensje
Ten polityczny aktywizm zrobił coś konkretnego. Wyjaśniła status prawny związków zawodowych.
Ustawodawcy przyjęli przepisy mające na celu usunięcie starych przeszkód. Wielka Brytania oczyściła drogę w latach 1871 i 1875. Kolonie australijskie poszły w jej ślady w latach 1876–1902. Nowa Zelandia podjęła podobne kroki w 1878 r.
Przepisy były na ogół liberalne. Brali pod uwagę ruch związkowy.
Związki zawodowe przyczyniły się do tego rozliczenia. Brytyjskie związki zawodowe różniły się od niestabilnych grup z przeszłości. Były bardzo zauważalne. Były stabilne. Byli profesjonalnie zarządzani.
Ta zmiana zrobiła różnicę. Zmienił sposób, w jaki państwo na nich patrzyło. Nie tak jak tajne spiski. A co z organizacjami prawnymi?
Kompromisem było wykluczenie. Związek rzemieślniczy chronił robotników wykwalifikowanych. Zostawił innych w tyle. System przedkładał porządek nad sprawiedliwość.
To działało przez jakiś czas. Ramy prawne były mocne. Struktury zostały utworzone. Ale fundament był wąski.
Co się stanie, gdy wąska ścieżka zderzy się ze ścianą?
Koniec lat 90. XIX wieku przyniósł coś więcej niż tylko cykle koniunkturalne. Przyniósł zemstę.
Syndykalizm w Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii musiał ewoluować lub umrzeć. Wąskie skupienie się na rzemiośle, które charakteryzowało lata siedemdziesiąte XIX wieku, zamarło podczas kryzysu w połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku. Potem nadeszły lata rozkwitu od 1888 do 1892. Nagle powróciło uzwiązkowienie mniej wykwalifikowanych pracowników.
W ich budowie pomagali działacze socjalistyczni.
Iskrą był strajk londyńskich dokerów w 1889 roku. To było ogromne zwycięstwo. Opierał się na kluczowym czynniku: wsparciu finansowym Australii. Pieniądze z Nowego Świata finansowały walkę o pracę w Starym Świecie.
Jednak pracodawcy nie pozostali bezczynni.
W 1890 r. pracodawcy morscy przypuścili kontratak na marynarzy i dokerów. Ucierpiały także związki zawodowe branży gazowniczej. Wykwalifikowane związki zawodowe napotkały silniejszy opór. Pracodawcy byli zdenerwowani. Rosła konkurencja zagraniczna. Chcieli ograniczyć bojowość.
W sektorze inżynieryjnym lokaut narodowy z lat 1897–98 zakończył się porażką Połączonego Towarzystwa Inżynierów. Zmuszeni byli zaakceptować nowy sprzęt i systemy płac na warunkach pracodawców. Pracodawcy utworzyli federacje krajowe, aby potwierdzić swoją władzę.
Sądy zakończyły sprawę.
Decyzje te doprowadziły do wyroku w sprawie Taff Valley z 1901 r. Decyzja ta podważyła ustawodawstwo ochronne uchwalone w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Ramy prawne uległy zmianie.
Australia i Nowa Zelandia stanęły przed podobną presją.
Od 1870 r. syndykalizm rozszerzył się tam poza rzemiosło. W przemyśle wydobywczym, żeglugowym i pasterskim powstały związki narodowe. Największymi graczami w Australii były Stowarzyszenie Górników i Związek Strzygaczy. Rozszerzyli swoją działalność na Nową Zelandię, gdzie rozwój związków zawodowych odzwierciedlał model australijski.
Skala i bojowość wzrosła pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku.
Pracodawcy zareagowali konfrontacją. Strajk morski w 1890 r. był pierwszym poważnym konfliktem. Wzięli w nim udział marynarze i dokerzy z obu krajów. Rozprzestrzenił się na kombajnów i górników.
Termin był niekorzystny.
Gospodarka się zmieniła. Boom przerodził się w przedłużającą się depresję. Bezrobocie wzrosło. Strajk morski nie powiódł się. Porażki przyniosły kombajnom w 1891 i 1894 r. oraz górnikom w 1892 r.
Porażka zmienia strategię.
Związki zawodowe zwróciły się do polityki. Potrzebowali dźwigni poza miejscem pracy.
W Nowej Zelandii związki zawodowe poparły Partię Liberalną. Zwyciężyli w grudniu 1890 roku. Liberałowie wprowadzili gruntowne reformy społeczne i gospodarcze. Reformy te przyciągnęły uwagę świata.
Ale opóźnili także utworzenie niezależnej polityki pracy.
Nowoczesna Partia Pracy w Nowej Zelandii pojawiła się dopiero w 1916 r. Utworzyła rząd dopiero w 1935 r. Liberalne reformy pochłonęły żądanie zmian.
Wielka Brytania poruszała się wolniej.
Zerwanie z liberalizmem następowało stopniowo. Zainteresowanie bezpośrednią reprezentacją pracowników wzrosło w latach 90. XIX wieku. Związki zawodowe sprzymierzone z umiarkowanymi grupami socjalistycznymi. Powstająca Partia Pracy aż do I wojny światowej pozostawała w cieniu liberałów. Potem szybko dorosła. Po raz pierwszy doszła do władzy w 1924 r.
Australia była najbardziej uderzającym przypadkiem.
Klęski przemysłowe wymusiły działania polityczne. Do roku 1000 partie robotnicze istniały w czterech koloniach. Składały się one z zrzeszonych związków zawodowych i oddziałów wyborczych. Federacja 1901 utworzyła krajową partię parlamentarną. Pod koniec 1915 r. rządy laburzystów kontrolowały szczebel federalny i pięć z sześciu stanów.
We wszystkich trzech krajach schemat był wyraźny.
Klęski lat 90. XIX w. doprowadziły do bezpośredniego zaangażowania związków zawodowych w politykę. W ten sposób narodziła się Partia Pracy. To ostatecznie doprowadziło do powstania rządów laburzystów.
Ale wyniki były różne.
W Australii i Nowej Zelandii uczestnictwo w życiu politycznym szybko zmieniło społeczeństwo. W Wielkiej Brytanii podróż była dłuższa, niepowodzenia trudniejsze, a wynik końcowy był strukturalnie inny. Związki zawodowe zmieniły krajobraz polityczny. Otwartym pytaniem pozostawało, jak wpasują się w nowy krajobraz.
Związki zawodowe w Australazji znajdują się w trudnej sytuacji. Słabości w stosunkach pracy zmusiły ich do szukania dźwigni gdzie indziej. Zwrócili się do państwa. Zwrócili się ku prawu. Cel był prosty: stworzyć systemy przymusowego arbitrażu. Systemy te zmusiłyby pracodawców do uznawania związków zawodowych i współpracy ze nimi.
Nowa Zelandia poszła pierwsza. Rząd liberalny uchwalił ustawę o pojednaniu i arbitrażu przemysłowym z 1894 r. Jej autorem był William Pember Reeves. Był radykałem w rządzie liberalnym. Socjalista wśród liberałów. Jego rozwiązanie problemu nieprzestrzegania przepisów przez pracodawcę było sprytne. Dla związków udział pozostał dobrowolny. W stosunku do pracodawców stosowano przymus. Po dokonaniu rejestracji zgodnie z prawem, można było postawić przed Sądem Arbitrażowym dowolnego pracodawcę. Orzeczenia tego sądu miały moc prawną.
Australia poszła w ich ślady. Nie od razu. Nie bez walki.
Walka o uznanie prawne
Pracodawcy zdecydowanie sprzeciwiali się nowemu systemowi. Opierali się. Siły polityczne musiały zjednoczyć się, aby pokonać swój opór. Liberałowie połączyli się z Nową Partią Pracy. Ta koalicja forsowała ustawodawstwo.
Australia Zachodnia przyjęła swoje prawo w 1900 r., Nowa Południowa Walia przyjęła je w 1901 r. Ustawę federalną przyjęto w 1904 r. Schemat był jasny: przymus dla szefów, wybór dla pracowników.
Wielka Brytania uważnie się temu przyglądała. Eksperyment w Nowej Zelandii wywołał dyskusję. W Kongresie Związków Zawodowych (TUC) słabsze związki z radością przyjęły ten pomysł. Nie zyskały jeszcze uznania wśród pracodawców. Postrzegali wymuszony arbitraż jako mechanizm przymusu. Działał przejściowo podczas I wojny światowej. Ale na przełomie wieków? Większość brytyjskich związków zawodowych była sceptyczna.
Skąd takie niezdecydowanie? Przymus prawny oznaczał ściślejsze powiązanie z systemem sądowniczym. Uważano, że brytyjscy sędziowie nie są w stanie zachować bezstronności w sprawach pracowniczych. Decyzja w Taff Vale z 1901 roku zmieniła wszystko. Poparcie związkowe dla Partii Pracy gwałtownie wzrosło. Celem była maksymalna wolność od ingerencji sądów. Przyniosła to ustawa o sporach przemysłowych z 1906 roku. Związki zawodowe otrzymały immunitety prawne. Zasada wstrzemięźliwości prawnej obowiązywała do lat 70. XX wieku.
W Australazji dynamika była inna. Warunki społeczne pozwoliły, aby wymuszony arbitraż działał na korzyść związków zawodowych. I zadziałało.
Gwałtowny wzrost liczby członków związków zawodowych
Spójrz na liczby. 1890 Mało kto spodziewał się w tych krajach dużej skłonności do organizowania się związkowo. Przesuńmy się w czasie o dwadzieścia lat.
Australia stała się najlepiej zorganizowanym krajem związkowym na świecie. W Nowej Zelandii nastąpiła masowa ekspansja uzwiązkowienia. W Australii wzrost liczby członków związków zawodowych pozostawał praktycznie niekontrolowany aż do 1927 r. Z wyjątkiem niewielkiego spadku na początku lat dwudziestych XX wieku, tendencja była wzrostowa.
Udział zorganizowanej siły roboczej wzrósł z 9% do 47%. To oszałamiająca zmiana.
Przymusowy arbitraż wyraźnie uznał związki zawodowe. Chronił ich. Nawet najsłabsze związki zawodowe mogłyby zmusić pracodawców do ustalenia płac i warunków pracy w drodze arbitrażu. Ta umiejętność przyciągnęła nowych członków. Wzrost był dodatkowo stymulowany praktyką orzeczeń arbitrażowych przyznających członkom związku pierwszeństwo w zatrudnianiu.
„Przymusowy arbitraż wyraźnie uznawał i chronił związki zawodowe, a na jego mocy nawet najsłabsze związki zawodowe mogłyby zmusić pracodawców do ustalania płac i warunków pracy swoich pracowników w drodze arbitrażu.”
Nowa Zelandia poszła dalej w 1936 r. Nowelizacja legislacyjna z 1894 r. wprowadziła obowiązkowe członkostwo w związkach zawodowych. Rezultatem był dramatyczny wzrost zasięgu.
Australia miała swój własny katalizator. Był rok 1907. Wyrok w sprawie Harvester. Trybunał arbitrażowy orzekł, że płaca wystarczająca na utrzymanie jest najwyższym priorytetem w branży. Ustalił podstawową płacę dla niewykwalifikowanej siły roboczej. Znacznie wyższe od dotychczasowych stawek. Związki zawodowe mogłyby tolerować takie podejście do ustalania wynagrodzeń. Zapewniał stabilność. Przewidywalność.
Jednak zależność od wsparcia prawnego była różna. Nie wszystkie związki były równe. Ci z małymi lub rozproszonymi członkami byli prawie całkowicie zależni od państwa. Nie mieli innego wyboru.
Większe i bardziej skoncentrowane organizacje miały inną rzeczywistość. Istniała realna alternatywa. Negocjacje bezpośrednie. Uderzenia. Nie potrzebowali aż tak bardzo procesu. Mogą mieć problemy w miejscu pracy.
System zadziałał. Zwiększyła liczbę. Dawała władzę słabym. Ale stworzyło też rozłam. Ci, którzy oparli się na prawie. Ci, którzy polegali na dźwigni.
Standard Harvester ustanowił punkt odniesienia. Ale to nie rozwiązało wszystkich problemów. Nie wyeliminowało to potrzeby solidarności. Po prostu zmienił pole bitwy.
Na początku XX wieku syndykalizm nie był tylko teorią. To był „przewód pod napięciem”. W latach poprzedzających I wojnę światową i po niej górnicy, kolejarze i dokerzy w coraz większym stopniu popierali tę ideologię. Akcja bezpośrednia. Odmowa prowadzenia polityki parlamentarnej. Wrogość wobec państwa. Ideologia ta znalazła podatny grunt tam, gdzie obowiązywał już obowiązkowy arbitraż.
W Nowej Zelandii radykalna Federacja Pracy została utworzona specjalnie w celu zwalczania systemu arbitrażowego. W latach 1912–1913 sytuacja stała się gwałtowna. W portach i miastach górniczych wybuchły strajki. Pracodawcy zmobilizowali się do obrony status quo. Dołączyli do nich rolnicy. Rząd stłumił ten ruch. Oto haczyk: większość związków zawodowych przywiązywała zbyt dużą wagę do swojej rejestracji zgodnie z ustawą o arbitrażu. Nie przystąpili do Federacji. Wybrali ochronę prawną ponad potencjał rewolucyjny.
Podobną dynamikę doświadczyła Australia. Obowiązkowy arbitraż przetrwał pomimo gwałtownego wzrostu ruchu strajkowego. Podjęto ideę „Jednej Wielkiej Unii”. Połącz istniejące organizacje. Zmaksymalizuj siłę uderzenia. Opóźniło to utworzenie australijskiego odpowiednika Brytyjskiego Kongresu Związków Zawodowych (TUC). Te stare kongresy międzykolonialne zmierzały w tym kierunku od dziesięcioleci. Ale wielki plan upadł (nie powiódł się). Australijska Rada Związków Zawodowych (ACTU) powstała w 1927 roku. Dlaczego przeżył? Nie poprzez koordynację strajków. Przetrwała, bo działała w ramach federalnego systemu arbitrażu. Reprezentował związki zawodowe w sprawach dotyczących płacy podstawowej i precedensów krajowych. Użyteczność instytucjonalna przebiła czystość ideologiczną.
Jak dobrowolne negocjacje zmieniły brytyjski związkowiec
Za kanałem ekspansja brytyjskich związków zawodowych poszła inną drogą. Dobrowolne negocjacje zbiorowe. Uznanie ze strony pracodawców. Liderzy związkowi wierzyli, że jeśli opanują te mechanizmy, mogą odmówić wsparcia politycznego i prawnego.
Klęska inżynierów w 1898 r. nie zniweczyła uznania pracodawców. Negocjacje zbiorowe rozprzestrzeniły się poza związki zawodowe na górnictwo węgla i produkcję bawełny. To zadziałało. Nowym związkom było jednak trudniej. Odmówiono uznania przemysłowi żeglugowemu, kolejowemu i gazowniczemu. Przetrwanie zależało od przyciągnięcia członków wykraczających poza ich granice zawodowe. Wielodyscyplinarne związki zawodowe. Nie trzymali się tradycyjnych granic rzemiosła.
Po 1910 r. najszybciej rozwijały się ogólnozawodowe (powszechne) związki zawodowe. Dwa z trzech największych związków zawodowych drugiej połowy XX wieku wywodzą się z nowych związków z 1889 r. Związku Pracowników Transportu i Ogólnych. Powszechny i Miejski Związek Pracowników. Bezpośredni potomkowie tej radykalnej zmiany.
Dlaczego rozwój brytyjskich związków zawodowych załamał się w 1920 r
W latach 1910–1920 nastąpił gwałtowny rozwój. Pełne zatrudnienie. Eskalacja radykalizmu w kopalniach, na kolei i w dokach. Odcienie syndykalistyczne, dokładnie takie same jak w koloniach. Potem przestało. Nagle.
W 1920 r. członków osiągnęło 45 procent siły roboczej. Potem nastąpiła katastrofa. Masowe bezrobocie. Długi upadek, aż do początku lat trzydziestych XX wieku. W pozostałych krajach również odnotowano spadki. Jednak spadek w Wielkiej Brytanii był poważny. Zasięg spadł do 22,6%.
Nawet przy malejącej liczbie członków konflikty pracownicze nie zniknęły szybko. Pracodawcy próbowali na siłę obniżyć płace. Określono opór. W 1921 roku Kongres Związków Zawodowych (TUC) utworzył Radę Generalną w celu koordynowania działań. Próbowali tego w 1926 r. Strajk generalny. Wsparcie dla Federacji Górników.
Taka skala konfliktu skierowała związki zawodowe przeciwko państwu. TUC, zaangażowana w działania konstytucyjne, odwołała strajk. Szerszy aspekt polityczny okazał się zbyt ryzykowny. Rząd określił granice dopuszczalnych działań. Utrwaliło je w ustawodawstwie w 1927 r. Dalszymi interwencjami nie byli zainteresowani. Pracodawcy nie odmówili także uznania związków zawodowych. System przetrwał. Z trudem.
Pułapka arbitrażowa i upadek systemu brytyjskiego
Epoka powojenna nie tylko przywróciła siłę związkom zawodowym; zniszczył systemy, które wcześniej je powstrzymywały. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Australii i Oceanii obietnica pełnego zatrudnienia oraz rzeczywistość inflacji spowodowały poważne napięcia w stosunkach pracy.
Związki, które wcześniej, gdy były słabe, traktowały obowiązkowy arbitraż jako tarczę, teraz postrzegały go jako klatkę, gdy stały się silne. Opierali się.
Pierwsze starcia były brutalne. Bojowe związki górnicze i portowe sprzeciwiły się ograniczeniom. W szczytowym okresie zimnej wojny rządy postrzegały wpływy komunistyczne w tych grupach jako egzystencjalne zagrożenie. Odpowiedź była radykalna.
W Austrii strajk w kopalniach węgla kamiennego w 1949 r. został stłumiony. W Nowej Zelandii podobny los spotkał strajk w dokach w 1951 roku. Rządy odniosły zdecydowane zwycięstwo.
Jednak większość związków zawodowych nie przyłączyła się do otwartego buntu. Faza „przygodowa” bojówki inspirowanej przez komunistów dobiegła końca, ale chęć bezpośrednich negocjacji i akcji strajkowej pozostała.
Arbitraż powstał, aby zapobiegać konfliktom, ale nieustannie borykał się ze strajkami. W latach sześćdziesiątych Australia pogrążyła się w kryzysie. Związkom groziły wysokie kary za przerwanie pracy. Potem przyszedł rok 1969. Jeden z działaczy związkowych został osadzony w więzieniu za ściąganie niezapłaconych grzywien.
Akcja wywołała falę protestów. Rząd potajemnie zrezygnował z sankcji karnych.
To ujawniło prawdę o systemie. Jej przetrwanie zależało od elastyczności. Przystosował się do zmian w układzie sił w świecie pracy. Ale to właśnie ta zdolność adaptacji sprawiła, że system stał się coraz bardziej bezużyteczny. Była zbyt skomplikowana. Zbyt płynny.
W latach 80. rząd australijski rozpoczął pełny przegląd. Raport końcowy Hancocka nie zalecał żadnych zasadniczych zmian. System był zbyt głęboko wpleciony w życie narodowe. Związki zawodowe były tam lepiej zintegrowane niż w jakiejkolwiek innej demokracji.
Dobrowolny upadek Wielkiej Brytanii
Wielka Brytania poszła inną drogą, która zakończyła się pożogą prawną.
Za inflację obwiniano powojenną siłę brytyjskich związków zawodowych. Przerost personelu. W naruszeniach w przemyśle.
W latach 1945-1951 władzę sprawowała Partia Pracy. Przestrzegano wojennego zakazu strajków. Integracja państwa i związków zawodowych była niezwykle bliska. Kiedy rozpoczęły się strajki w dokach, interweniował rząd. Inne związki zawodowe nie stawiały oporu. Sytuacja była pod wieloma względami podobna do tej w Australii i Oceanii.
Ale lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte zmieniły wszystko.
Związki zawodowe i państwo poszły w opozycję. Eksperyment wojskowy z przymusowym arbitrażem nigdy się nie zakorzenił. Zostało opuszczone. Powrót do dobrowolnych negocjacji uznano za szkodliwy ekonomicznie.
Pełne zatrudnienie zmieniło dynamikę w miejscu pracy. Organizacje działaczy warsztatowych szybko rozprzestrzeniły się po całym przemyśle. To napędzało nieoficjalną, „dziką” działalność strajkową.
Brytyjskie dobrowolne instytucje zajmujące się stosunkami przemysłowymi upadały. W 1965 r. w celu zbadania tej sprawy powołano Królewską Komisję ds. Związków Zawodowych i Stowarzyszeń Pracodawców.
Komisja zaproponowała w dużej mierze dobrowolne środki zaradcze. Rząd nie wykazał zainteresowania. Wymagało pilnych działań.
W 1969 r. rząd laburzystów zaproponował prawne ograniczenia nieoficjalnych strajków. Narzędzie było grzywny. Brytyjskie związki zawodowe nienawidziły tego tak samo jak ich australijskie odpowiedniki. Propozycje zostały wycofane.
Ale presja nie ustała. Konserwatywny rząd, który doszedł do władzy, uchwalił ustawę o stosunkach pracy z 1971 r.
Ten nowy kodeks prawny zawierał przepisy dotyczące nieuczciwych praktyk przemysłowych. Przewidywał prawnie wiążące umowy. Do ich egzekwowania stworzył specjalny Sąd Pracy.
Była to całkowita zmiana brytyjskiej tradycji wstrzemięźliwości prawnej.
Związki zawodowe nie zgodziły się na ograniczenia. Ramy prawne, które próbowali stworzyć, pozostały niewykonalne. Nasiliła się bojowość przemysłowa. Była to nie tylko porażka legislacyjna; była to porażka w walce o przetrwanie wyborów. Rząd poniósł porażkę wyborczą spowodowaną zastosowaniem kontroli legislacyjnej nad negocjacjami płacowymi.
Próba kodyfikacji stosunków pracy upadła pod ciężarem własnej sztywności.
Związki, które nie nadążały za duchem czasu
Tradycyjna podstawa związków zawodowych pękła pod ciężarem wydarzeń końca XX wieku. W Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii struktura siły roboczej uległa zasadniczym zmianom. Mężczyźni w przemyśle ciężkim ustąpili miejsca kobietom na stanowiskach biurowych i usługowych. To było demograficzne trzęsienie ziemi. Związki zawodowe próbowały odbudować. Kilkadziesiąt lat wcześniej udało im się już skutecznie wypełnić lukę pomiędzy pracownikami wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych. Teraz musieli dotrzeć do większości pracowników umysłowych.
Nie udało im się.
Spójrzcie na Wielką Brytanię. Wskaźniki członkostwa w Unii osiągnęły pułap w 1948 r., by po latach stagnacji ostatecznie powrócić do poziomu z lat dwudziestych XX wieku. Lata 70. przyniosły gwałtowny wzrost. Po raz pierwszy zasięg przekroczył 50 procent. To wyglądało na powrót. Potem nastąpiła katastrofa. Szczyt z 1979 r. nie utrzymał się. Wskaźniki się załamały.
Dlaczego stracili grunt pod nogami? Zmiany strukturalne nie pomogły. Ale podobnie jest z wrogością polityczną.
„Ograniczenia prawne nałożone na brytyjskie związki zawodowe wprowadzone w latach 70. XX wieku zostały odnowione w następnej dekadzie”.
Wielka Brytania doznała podwójnego ciosu. Po pierwsze, pogorszenie koniunktury gospodarczej mocno uderzyło w ich bastiony. Produkcja. Przemysł wydobywczy. Porty. Były to fortece związków zawodowych nie do zdobycia. Kiedy w latach 70. XX w. zaczęło rosnąć bezrobocie, branże te gwałtownie podupadły. Wysoka stopa bezrobocia pogłębiła tendencję spadkową. Potem przyszły porażki. Strajk przeciwko Krajowemu Związkowi Górników w latach 1984–1985 okazał się katastrofalny. To nie była tylko strata; to był sygnał.
Nastąpiły ograniczenia prawne. To, czego próbowano w latach siedemdziesiątych, stało się polityką w latach osiemdziesiątych. Klimat polityczny zmienił się dramatycznie w kierunku sprzeciwu wobec zorganizowanej siły roboczej.
Droga Australii była inna, chociaż cel końcowy był podobny. Bliższe powiązania z państwem mogłyby zapewnić pewną ochronę przed zmianami strukturalnymi. A może nie. Dane są niejasne. Zasięg osiągnął najwyższy poziom 60 procent w 1954 r. Był to najwyższy punkt. Tempo spadku spadło na początku lat 70. XX wieku, zapewniając krótkie wytchnienie. Jednak pod koniec lat 80. zasięg prawdopodobnie spadł do 42 procent.
Izolacja ich nie uratowała. Integracja ich nie uratowała. Obie strony stanęły przed tym samym problemem: przystosowaniem się do siły roboczej, która nie przypominała już tej, która stworzyła związki zawodowe. Skład się zmienił. Przedstawicielstwo nie mogło za nim nadążyć.
Korzenie północnoamerykańskiego ruchu związkowego sięgają chaotycznego okresu przejściowego końca XVIII wieku. Pracownicy odeszli od systemów zależności i wzajemnej pomocy z przeszłości w kierunku modelu bezpłatnej pracy najemnej. Ta zmiana spowodowała natychmiastowe tarcia. Rzemieślnicy-czeladnicy nie byli już chronieni przez ekonomiczną klientelę swoich mistrzów. Potrzebowali sposobu, aby chronić swoje rzemiosło przed tanią i rozwodnioną siłą roboczą. Wspólne działania stały się ich jedyną prawdziwą obroną.
Pierwszy udokumentowany strajk miał miejsce w 1768 r. Krawcy w Nowym Jorku rozpoczęli strajk, aby sprzeciwić się obniżkom płac. To była tylko iskra. Zrównoważona organizacja ugruntowała się dopiero w 1794 r., kiedy w Filadelfii utworzono Federalne Towarzystwo Czeladników Cordwainers. Związek szewców był pierwszym prawdziwym przejawem ruchu robotniczego wykraczającego poza wąskie interesy rzemieślnicze.
Filadelfia pozostała epicentrum ruchu. W 1827 r. różne stowarzyszenia rzemieślnicze połączyły się i utworzyły Związek Stowarzyszeń Handlowych Mechaników. Kanada pozostawała w tyle. Pierwsze lokalne oddziały związków rzemieślniczych pojawiły się w Montrealu w 1827 r. i w Toronto w 1832 r. Pierwsze centrum miasta pojawiło się dopiero w 1871 r. wraz z utworzeniem Toronto Trades Assembly. Przetrwanie było trudne. Narodowy Związek Typograficzny, utworzony w 1852 roku, był pierwszym tego rodzaju związkiem narodowym, który przetrwał tak długo. Założył także lokalne oddziały w Kanadzie. W 1869 roku zmieniła nazwę na Międzynarodową Unię Typograficzną. To „międzynarodowe” oznaczenie stało się standardem w całej Ameryce Północnej.
Dlaczego w XIX wieku dominowała wykwalifikowana siła robocza
Ten wczesny charakter związkowy nie utracił swojej rzemieślniczej istoty wraz z nadejściem industrializacji. Muły. Pracownicy odlewni. Maszyniści. Kolejowi kałuże. Pracownicy ci korzystali z nowych umiejętności w fabrykach, ale ich obawy odzwierciedlały obawy tradycyjnych rzemieślników. Doskonale wpisują się w kształtującą się strukturę ruchu związkowego. Nawet na kolei kluczowe role definiowano jako pełnione w ramach „rzemiosła”.
Pomimo szybkiego tempa industrializmu, ruch związkowy w Ameryce Północnej w XIX wieku był głównie ruchem wykwalifikowanych pracowników. Poczucie tożsamości zawodowej było silne. Nie było to jednak jedyne źródło inspiracji do zbiorowych działań. Badania historyczne pokazują, że świadomość pracowników była złożona. Opierał się na różnych strukturach kulturowych, społecznych i ideologicznych.
Amerykańscy robotnicy w erze Jacksona przyjęli republikanizm rzemieślniczy. Celebrowali wartości producentów i ideały rewolucji amerykańskiej. Kapitalizm przemysłowy zniszczył tę wizję. Partia Robotnicza Filadelfii argumentowała, że wschodzący kapitalizm przemysłowy stworzył „niezasłużone różnice” oraz „niesprawiedliwe i nienaturalne nierówności”. Widzieli Amerykanów podzielonych na dwie klasy: bogatych i biednych.
Konflikt między płacami a reformami
Począwszy od partii związkowych z lat trzydziestych XIX wieku, szereg ruchów reformujących pracę walczyło o „równe prawa”. W latach sześćdziesiątych XIX wieku Krajowy Związek Pracy wziął sprawy w swoje ręce. Po jego upadku przybyli Rycerze Pracy. Na pierwszy rzut oka te ruchy reformatorskie wydawały się sprzeczne z ruchem związkowym. Chcieli spółdzielni, a nie tylko wyższych płac. Adresowali się do wszystkich „producentów”, a nie tylko do pracowników najemnych. Postrzegali siebie jako inkluzywne ruchy polityczne i edukacyjne.
Współcześni nie postrzegali tego jako sprzeczności. Związki dbały o codzienne potrzeby. Reformy pracy były odpowiedzią na większe nadzieje. Obydwa były nićmi jednego ruchu robotniczego. Jednak musiały być operacyjnie oddzielone.
Ten podział funkcjonalny zaczął się załamywać w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Dominującym elementem struktury ruchu związkowego stały się międzynarodowe związki rzemieślnicze. Stali się mniej tolerancyjni wobec wyzwań dotyczących ich jurysdykcji i wewnętrznych linii władzy.
Powstanie AFL i „czysta i prosta” metoda unijna
Rycerze Pracy, pomimo swojej aktywnej retoryki reformatorskiej, zaczęli działać jako konkurencyjny ruch związkowy. Organizowali strajki. Organizowali robotników raczej według linii przemysłowych niż rzemieślniczych. Kiedy Rycerze Pracy odrzucili propozycję potwierdzenia historycznego podziału pracy, zaniepokojone związki międzynarodowe podjęły działania.
W grudniu 1886 utworzyli Amerykańską Federację Pracy (AFL). Bezpośrednim celem było wyparcie Rycerzy Pracy ze sfery przemysłowej. Pracodawcy odpowiedzieli kontratakiem. Rycerze Pracy cierpieli z powodu własnego zamętu. Stało się to szybko.
Trwały ślad, jaki AFL pozostawiła w amerykańskim ruchu robotniczym, był na dłuższą metę o wiele ważniejszy. Instytucjonalnie AFL legitymizowała strukturę, która dawała prymat rządom międzynarodowych związków zawodowych. Ale zmiana filozoficzna była nie mniej znacząca.
Pod przewodnictwem Samuela Gompersa i jego kręgu związkowców o orientacji marksistowskiej AFL sformułowała wiodącą filozofię związkową. Nazywano ją „czystą i prostą” metodą związkową.
Reformy pracy zostały w ten sposób na zawsze pozbawione jakiejkolwiek dalszej roli w walce amerykańskich robotników.
Bronią tej walki miały być środki ekonomiczne, a nie polityczne. Uczestnikami musieli być wyłącznie pracownicy najemni, zorganizowani według zasad zawodowych. Celem było wyłącznie stopniowe osiąganie wyższych płac i lepszych warunków pracy.
Reformy pracy zostały praktycznie wykluczone z walki. Ostrość zwężona. Wyniki stały się konkretne. Kompromisy były realne. Rozwiązaniem nie było już przepisywanie społeczeństwa. Polegało to na zawarciu kolejnej umowy.
Fale wywołane organizacją amerykańskiego ruchu robotniczego z zaskakującą siłą dotarły do wybrzeży Kanady.
Krajobraz przemysłowy Kanady był rzadki. Osada była rozproszona. Stworzenie krajowej struktury związku wewnętrznego było nie tylko trudne; często było to niemożliwe.
Zgromadzenie Związków Zawodowych w Toronto podjęło taką próbę w 1873 roku. Szybko zakończyła się niepowodzeniem.
Dlaczego? Więzy kolonialne z Wielką Brytanią były silne, ale rzeczywistość gospodarcza wskazywała na południe. Robotnicy z pewnością szukali inspiracji w Anglii. Po 1850 r. stolarze i inżynierowie rzeczywiście zyskali znaczną liczbę w brytyjskich związkach zawodowych. Jednak magnesem okazały się Stany Zjednoczone.
Wykwalifikowani rzemieślnicy ignorowali granice. Rynki pracy przepływały przez linię demarkacyjną. Amerykańskie związki oferowały pomoc instytucjonalną, której grupy kanadyjskie po prostu nie mogły dorównać. Pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku około połowa całej zorganizowanej siły roboczej w Kanadzie należała do lokalnych oddziałów zrzeszonych w amerykańskich związkach międzynarodowych.
To właśnie ten segment utworzył w 1886 roku Kongres Handlu i Pracy (TLC). Była to bezpośrednia równoległa formacja Amerykańskiej Federacji Pracy (AFL).
Rycerze Pracy i przejście do modeli amerykańskich
Przez kilka lat TLC podążało własną drogą.
Rycerze Pracy rozkwitli tutaj, szczególnie w Quebecu. Zniknęli ze Stanów Zjednoczonych na początku lat 90. XIX wieku, ale pozostali znaczącą siłą w Kanadzie. AFL surowo je wykluczyła, ale TLC je przyjęła.
Dopiero w 1901 roku prezes TLC zaproponował całkowite zerwanie więzi z przywódcami międzynarodowymi. Cel? Utwórz krajowe kanadyjskie związki zawodowe. Zbuduj TLC w całkowicie niezależny ruch kanadyjski.
Potem przyszedł rok 1902.
Stało się dokładnie odwrotnie.
TLC zrezygnowało z Rycerzy Pracy. Przyjęli zasadę AFL przeciwko podwójnemu członkostwu w związkach. Kanadyjskie oddziały międzynarodowych związków zawodowych uzyskały wirtualny monopol na reprezentację pracowników.
W istocie TLC stało się kanadyjskim skrzydłem ruchu amerykańskiego.
Były też różnice. TLC wykazała się większą elastycznością w kwestiach niezależnej polityki pracowniczej i interwencji rządu, reagując na lokalne warunki polityczne. Ale ogólnie? Dominowała amerykańska „czysto prosta” kontrola związkowa.
Wyjątkowa tradycja katolicka w Quebecu
Nie wszystkie regiony podążały za tym amerykańskim wzorcem.
Quebec funkcjonował według zupełnie innej logiki.
Zmiana rozpoczęła się po zamknięciu pracowników przemysłu obuwniczego w 1900 roku. Interweniował Kościół rzymskokatolicki.
Działali zgodnie z Rerum Novarum, encykliką papieską o pracy z 1891 roku. Kościół wspierał tworzenie związków zawodowych. Ale to nie była świecka organizacja związkowa. To było konfesjonał.
W rezultacie powstała Konfederacja Pracowników Katolickich Kanady (Confédération des Travailleurs Catholiques du Canada). Jest to wyjątkowy przykład religijnie powiązanego ruchu związkowego w Ameryce Północnej.
Był to energiczny ruch francuskich katolików.
Dopiero po drugiej wojnie światowej ruch związkowy w Quebecu porzucił swoje więzi kościelne i przekształcił się w ruch świecki. Do tego momentu stan pracy w Kanadzie nie był jednolity. Zostało podzielone. Struktura amerykańska na wschodzie i północy. Tradycja katolicka w Quebecu.
IWW: radykalne zerwanie z tradycyjnym związkowcem
„Czysty i prosty” model unionizmu nie przetrwał długo na amerykańskim Zachodzie. W 1905 roku wyłoniła się nowa siła, która podważyła status quo. Nazywano ją Robotnikami Przemysłowymi Świata (IWW). To nie była kolejna organizacja związkowa. Było to zderzenie dwóch zupełnie różnych i ostatecznie niezgodnych radykalnych tradycji.
Jedno ze źródeł wróciło do lewego skrzydła socjalizmu. Działacze ci spojrzeli na Amerykańską Federację Pracy (AFL) i zdali sobie sprawę, że nie da się jej przejąć. Nie udało im się przekształcić go w bazę dla socjalistycznej polityki wyborczej. Potrzebowali czegoś innego.
Drugie źródło było poważniejsze. Była to zachodnia forma radykalizmu klasy robotniczej. Został wykuty podczas dziesięciu lat wojen przemysłowych w zachodnich stanach górniczych.
Kiedy te dwie grupy się spotkały, wyłonił się IWW. Socjaliści zostali szybko zepchnięci na bok. Organizacja znalazła się pod kontrolą radykałów z Zachodniej Federacji Górników. Zobowiązali się do wprowadzenia syndykalistycznej wersji walki klas. Wykluczono działalność polityczną. Żadnych wyborów. Żadnego głosowania.
Borba miała skupić się na bezpośredniej działalności przemysłowej. Celem był rewolucyjny strajk generalny. Z tego chaosu wyłoni się społeczeństwo pracujące. Miałaby ona być zorganizowana na bazie przemysłowych związków zawodowych.
Gdzie walczyła IWW
IWW nie pozostała na Zachodzie na zawsze. Przewodziła wielu ważnym strajkom na Wschodzie w latach 1907–1913. Jednak głównym teatrem wojny pozostali zachodni robotnicy.
Wśród nich byli Kanadyjczycy. Byli to pracownicy górnictwa hutniczego. Wycięcie lasu. Transport. Rolnictwo.
Wpływ IWW był znaczący. Ale to trwało krótko. W czasie I wojny światowej organizacja została brutalnie stłumiona. Rząd zastosował ostre represje. IWW nigdy nie odzyskała tempa organizacyjnego, jaki miała między 1914 a 1917 rokiem.
Dlaczego IWW nie mogła utrzymać pozycji
Wycofanie się IWW z działalności politycznej nie było błędem. Była to jedna z podstawowych zasad ich ideologii. Uważali, że głosowanie to pułapka. Wierzyli, że tylko akcja bezpośrednia może wyzwolić klasę robotniczą.
Ale ta strategia pozostawiła ich również bezbronnymi. Bez skrzydła politycznego nie mieli wpływu w salach władzy. Nie mieli możliwości wpływu na ustawodawstwo. Nie mieli jak się obronić przed represjami ze strony rządu.
Tłumienie podczas I wojny światowej było brutalne. Rząd uznał IWW za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Organizację uznano za antyamerykańską. Jej przywódcy zostali aresztowani. Jej zasoby zostały skonfiskowane.
Dziedzictwo IWW jest złożone. Rzuciła wyzwanie tradycyjnemu modelowi związkowemu. Zaproponowała radykalną alternatywę. Ale nigdy nie była w stanie w pełni zrealizować tej alternatywy. Strajk generalny pozostał marzeniem. Społeczeństwo robotnicze pozostało wizją.
Upadek IWW nie był nieunikniony. Było to wynikiem nacisków zewnętrznych i wewnętrznych sprzeczności. Organizacja była zbyt radykalna dla głównego nurtu. Zbyt uciążliwe dla rządu. Zbyt idealistyczny dla pracowników, którzy potrzebowali natychmiastowych rezultatów.
Historia IWW jest przestrogą. Pokazuje granice radykalizmu w społeczeństwie kapitalistycznym. To pokazuje siłę państwa. Pokazuje także trudność stworzenia zrównoważonego ruchu bez udziału politycznego.
Idee IWW nie umarły. Wywarli wpływ na późniejsze ruchy związkowe. Inspirowali działaczy. Rzucili wyzwanie
Porażka czystego i prostego związkowca
Pomysł Jednej Wielkiej Unii (OBU) nie wziął się znikąd. Było to bezpośrednim skutkiem zderzenia ze ścianą „czystego i prostego” podejścia ruchu związkowego. Na początku XX wieku podejście to opierało się na prostej zasadzie: sprowadzić walkę klasy robotniczej wyłącznie do areny przemysłowej. Żadnej polityki. Tylko negocjacje. Ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Negocjacje zbiorowe okazały się znacznie trudniejsze, niż przewidywał Samuel Gompers i jego zwolennicy.
Tam, gdzie presja konkurencyjna była silna, próby przejęcia kontroli nad rynkiem przez związki zawodowe po prostu zawiodły. Weźmy wydobycie węgla kamiennego. Nawet najbardziej zdeterminowane wysiłki poszły na marne. Organizacja United Mine Workers of the United States (UMWA) została rozwiązana w latach dwudziestych XX wieku. To był wyraźny sygnał ostrzegawczy.
W innych branżach prędkość jest wrogiem. Przyspieszenie innowacji technologicznych. Udoskonalono metody produkcji masowej. To całkowicie podważyło siłę wykwalifikowanych pracowników. Potem przyszło zarządzanie naukowe, które wymagało ścisłej kontroli nadzorczej w miejscu pracy. zwyczajowo autonomiczni pracownicy? Stracony.
Porażka na Mount Hill
Porozumienie z Mount Hill z 1900 roku miało wszystko zmienić. Była to próba znalezienia wspólnej płaszczyzny porozumienia między Międzynarodowym Stowarzyszeniem Mechaników a Krajowym Stowarzyszeniem Handlu Metalami. Trwało to niecały rok. Porażka była całkowita.
Nastąpiło ćwierć wieku zaciętej wojny przemysłowej. Losy klasy robotniczej były zmienne. W niektórych sektorach nastąpił postęp. W innych nie. Ale ogólny wynik był jasny. Ruch robotniczy popadł w stagnację. Penetracja Unii utrzymuje się na stałym poziomie około 10% siły roboczej poza rolnictwem. To wszystko. Jeden na dziesięciu pracowników.
W latach dwudziestych XX wieku zakorzenił się „kapitalizm charytatywny”. Nowa era wydawała się niektórym pomyślna. Jednak zaawansowane sektory gospodarki przemysłowej były niedostępne dla związków zawodowych. AFL nie mogła ich dotknąć. Ta stagnacja stworzyła próżnię. I w tę próżnię wkroczyła kanadyjska wersja zachodniego syndykalizmu.
Powstanie „jednej wielkiej Unii”
Kanadyjska Jedna Wielka Unia (OBU) powstała w 1919 roku. Moment był idealny. Zbiegło się to z upadkiem IWW. Ale korzenie sięgały głębiej. Polegały one na powojennym niezadowoleniu robotników z tradycyjnego ruchu związkowego. Nastroje te były szczególnie silne w zachodniej Kanadzie.
Konstrukcją różnił się od swojego amerykańskiego odpowiednika. IWW zorganizowano na wzór przemysłowy. OBU zostało zorganizowane według granic geograficznych. Miał charakter regionalny. Miał swój moment chwały podczas strajku generalnego w Winnipeg w 1919 r. W ciągu kilku lat OBU praktycznie wyparła Kongres Pracy i Handlu (TLC). Stał się ruchem dominującym w czterech zachodnich prowincjach.
Potem upadł. Szybko. Ale dziedzictwo pozostaje. Prowincje Zachodnie przetrwały jako miejsce bardziej postępowej, aktywnej politycznie formy kanadyjskiego związkowca. Eksperyment się nie powiódł, ale region nigdy w pełni nie powrócił do status quo. Szok tamtej dekady zmienił sposób, w jaki pracownicy w tej części Kanady postrzegali władzę. A te pęknięcia w głównym nurcie ruchu pozostawiły miejsce na zakorzenienie się nowych pomysłów. Nawet jeśli te pomysły ostatecznie wypaliły.
Transformacja prawna: ustawa Waltera Reynoldsa i unionizm przemysłowy
Wielki Kryzys nie tylko spowodował krach na giełdzie. Złamało to wolę polityczną starego establishmentu. Nagle Waszyngton przestał słuchać Republikanów. Zaczął słuchać ruchu robotniczego. Nowy Ład Franklina Roosevelta zrozumiał, czego nie dały dziesięciolecia strajków i walk ulicznych: pracownicy potrzebowali ochrony rządu, aby się organizować.
Kluczowe postacie, takie jak John L. Louis z United Mine Workers i Sidney Hillman ze United Clothing Workers of America, przestały żebrać. Zaczęli domagać się praw. Mianowicie prawo do rokowań zbiorowych bez ingerencji pracodawców.
Wymóg ten nie pozostał długo jedynie zaleceniem. Artykuł 7(a) krajowej ustawy o odnowie przemysłowej (NIRA) z 1933 r. zawierał te prawa w formie zasad. Potem przyszedł miażdżący cios: ustawa o narodowych stosunkach pracy z 1935 r. Znamy ją jako ustawę Waltera-Reynoldsa.
Negocjacje zbiorowe pozostały „swobodne” – to znaczy warunki porozumień nie były narzucane przez państwo – ale sama struktura znajdowała się pod auspicjami regulacji rządowych.
Ustawa Waltera Reynoldsa zmieniła wszystko. Zabraniała pracodawcom dominowania nad związkami zawodowymi i ingerowania w ich tworzenie. Ustalił jasne zasady. Jeżeli pracownicy głosowali większością, ich wybrany przedstawiciel musiał zostać uznany. Pracodawcy byli zobowiązani do prowadzenia negocjacji w dobrej wierze w celu osiągnięcia porozumienia. W przypadku pojawienia się sporów interweniowała Krajowa Administracja Stosunków Pracy (NLRB), pełniąc rolę quasi-sądowego arbitra.
Amerykańscy szefowie stracili absolutną władzę nad polityką pracowniczą. W zamian związki zawodowe zrezygnowały ze swojej czystej niezależności od państwa. Przyjęli regulowane ramy. To nie było idealne. Ale to zadziałało.
Kompromis gospodarczy: porozumienia kartelowe w zamian za reprezentację
Oto brudny sekret ekonomii Nowego Ładu: nie chodziło tylko o uczciwość. Chodziło o stabilizację.
Ustawa NIRA była próbą kartelizacji branż dotkniętych kryzysem. Dzięki kodeksom uczciwej konkurencji przemysł mógł kontrolować ceny i produkcję. Umowa była prosta. Rząd zapewnił pracownikom prawo do reprezentacji w zamian za zapewnienie przedsiębiorstwom kontroli nad rynkiem.
To była celowa wymiana zdań. Praca w zamian za świat korporacji.
Sąd Najwyższy rozwiązał NIRA w 1935 r. Zawalił się program stabilizacji przemysłu. Ale podstawowa idea przetrwała. Związek między prawami pracowników a korzyściami rynkowymi pozostaje silny.
Ustawa Waltera-Reynoldsa miała jasne uzasadnienie ekonomiczne. Rokowania zbiorowe miały zwiększyć siłę nabywczą mas. Większe pensje oznaczały większe wydatki. Większe wydatki oznaczały silny wzrost gospodarczy. Ta logika przewidywała ekonomię keynesowską, która później napędzała powojenny boom, zarządzając popytem za pomocą federalnej polityki makroekonomicznej.
Wraz z uchwaleniem ustawy o zatrudnieniu z 1946 r. rząd przejął odpowiedzialność za długoterminowy popyt. Konkurencję cenową stłumiły struktury oligopolistyczne w kluczowych branżach. Bezpośrednie regulacje rządowe przejęły kontrolę w dziedzinie transportu i komunikacji. Impuls rynkowy do polityki antyzwiązkowej dobiegł końca.
Koniec wojny tayloryzmu
Bitwa była nie tylko legalna. Dotyczyło to tego, kto kontroluje sam proces pracy.
W latach trzydziestych XX wieku kryzys taylorystyczny związany z kontrolą miejsc pracy minął. Menedżerowie nadal kontrolowali proces pracy. Pytanie nie brzmiało, czy to kontrolowali, ale jak.
Tayloryzm stworzył system podziału pracy. Zadania zostały podzielone na części. Klasyfikacja stanowisk przebiegała naturalnie. Klasyfikacja ta pociągała za sobą konieczność zapewnienia godziwego wynagrodzenia. Badania czasu i ruchu dostarczyły obiektywnych, możliwych do przetestowania standardów stymulacji.
Zaangażowanie korporacji w ten sformalizowany system było niepewne. Nie udało się to na początku Wielkiego Kryzysu. Robotnicy byli wściekli. Niepewność zatrudnienia była powszechna. Przyspieszenie tempa pracy stało się nie do zniesienia.
Nasiliła się presja ze strony agencji Nowego Ładu i rosnącego ruchu robotniczego. Kierownictwo nie miało wyboru.
W latach 1933–1936, zanim naprawdę rozpoczęły się negocjacje zbiorowe, wyłonił się nowoczesny reżim w miejscu pracy.
– Ugruntowane, jednolite prawa pracowników (staż pracy i uczciwość w wynagrodzeniu).
– Formalna procedura rozstrzygania skarg.
– Struktura lokalnej reprezentacji ds. wdrażania tych procedur.
Przedsiębiorstwa wolałyby utrzymać ten nieunijny system. Próbowali. Wprowadzili „plany reprezentacji pracowników” – zasadniczo markowe związki utworzone, aby sprostać wymaganiom Nowego Ładu, nie rezygnując przy tym z prawdziwej władzy.
Nie udało się.
Kiedy te strategie upadły, menedżerowie zaakceptowali rzeczywistość. Włączyli swoje systemy pracy do porozumień umownych z niezależnymi związkami zawodowymi na mocy ustawy Waltera-Reynoldsa. Walka się nie skończyła. Ale pole bitwy się zmieniło.
Ruchowi związkowemu nie wystarczyło samo żądanie wyższych płac. Musiał zmienić swoją istotę. Aby przetrwać w przemyśle produkcji masowej, związki zawodowe potrzebowały struktury przemysłowej. Musieli organizować się w oparciu o przedsiębiorczość, a nie rzemiosło. Amerykańska Federacja Pracy (AFL) znajduje się w impasie. Statut chronił jurysdykcję związków zawodowych. Nie mogła zmusić swoich filii do przekazania kontroli nad pracownikami branży motoryzacyjnej i hutniczej rozwijającym się związkom przemysłowym.
Ten impas trwał do 1935 roku.
Rozłam w AFL. John L. Louis stworzył konkurencyjny Kongres Organizacji Przemysłowych (CIO). To nie była tylko nowa nazwa. To była rewolucja strukturalna. W latach 1936 i 1937 CIO odniósł spektakularne zwycięstwa w przemyśle gumowym, samochodowym i stalowym. Ale zdobycie uznania to tylko połowa sukcesu.
Kiedy już założysz związek, musisz udowodnić, że potrafisz nim zarządzać.
Drugi warunek był trudniejszy. CIO miał zapewnić zabezpieczenia proceduralne w miejscu pracy. Musiał dyscyplinować szeregowych, którzy często okazali nietolerancję. Gdyby związki nie potrafiły utrzymać porządku, korporacje nigdy by ich nie zaakceptowały. Główną pracę w tym kierunku podjęła druga wojna światowa. Przepisy wojskowe zmroziły rynek pracy. Wymusiło to utrwalenie się relacji instytucjonalnych między dyrektorami ds. IT a korporacyjną Ameryką.
Powojenna fala strajków wystawiła te nowe granice na próbę. Gdy chaos opadł, wyłonił się system międzysektorowych rokowań zbiorowych. Istniała przez czterdzieści lat.
Kanadyjskie opóźnienie
Ta walka nie pozostała w Stanach Zjednoczonych. Przeniosła się na północ.
AFL naciskała na Kongres Handlu i Przemysłu Kanady (TLC), aby w 1939 r. wydalił kanadyjskie oddziały międzynarodowych związków CIO. W 1940 r. te wydalone związki dołączyły do pozostałości Ogólnokanadyjskiego Kongresu Pracy. Ta starsza grupa wyznawała zasady unionizmu przemysłowego i kanadyjskiego nacjonalizmu. Razem utworzyli Kanadyjski Kongres Pracy (CCL). Nawiązał współpracę z amerykańskim CIO.
Ale teoria nie odpowiadała rzeczywistości.
Ruch kanadyjski nie doświadczył gwałtownego wzrostu podczas Wielkiego Kryzysu. Rozwój organizacyjny nie nadążał za manewrami politycznymi. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero w lutym 1944 r.
Następnie rząd wojenny W. L. Mackenziego Kinga wydał rozkaz w Radzie P.C. 1003. Przyznał kanadyjskim pracownikom prawa do rokowań zbiorowych. Amerykańscy pracownicy cieszą się od kilku lat podobnymi prawami na mocy ustawy Wagnera. Kanada spóźniła się na imprezę.
Dlaczego kanadyjski ruch związkowy wyglądał inaczej
Model kanadyjski nie był prostą kopią modelu amerykańskiego. Zakładał większą interwencję rządu w negocjacje. To nie był błąd. Była to cecha kanadyjskiego prawa pracy.
Przepisy dotyczące dochodzeń i ugody w sporach pracowniczych miały już kluczowe znaczenie dla kanadyjskiej polityki. Pochodzą one z ustawy o sporach przemysłowych Mackenziego Kinga z 1907 r. Podczas wojny warunki wymagały klauzuli o zakazie strajku. Było to spowodowane obowiązkowym obowiązkowym arbitrażem w przypadku skarg w umowach związkowych.
Mechanizmy te na stałe weszły w skład kanadyjskiego ustawodawstwa dotyczącego stosunków pracy.
Podczas gdy USA walczyły o uznanie, Kanada walczyła o procedurę. W rezultacie w sektorze produkcji masowej, szybko zorganizowanym przez związki zawodowe CIO w dekadzie wojny, ramy były inne. Większy nadzór rządu. Więcej arbitrażu. Mniej czysta konfrontacja pracodawców ze związkami zawodowymi.
Ta instytucjonalizacja nie rozwiązała wszystkich konfliktów. Po prostu wskazała im kierunek. Lata powojenne ponownie sprawdzą siłę tych kanałów. Ale konstrukcja została ułożona.
Rozbieżność między amerykańskim i kanadyjskim ruchem robotniczym nie nastąpiła z dnia na dzień. Był to powolny upadek, który rozpoczął się w latach sześćdziesiątych XX wieku, napędzany różnymi naciskami gospodarczymi i korzyściami strukturalnymi.
Amerykańska erozja
W Stanach Zjednoczonych powojenny model rokowań zbiorowych znalazł się pod ostrzałem z wielu stron. Przemysł samochodowy, stalowy i tekstylny musiał stawić czoła rosnącej konkurencji zagranicznej. Tymczasem federalna deregulacja w latach 70. wyeliminowała zabezpieczenia w takich branżach, jak komunikacja, transport ciężarowy, kolej i lotnictwo.
W innych sektorach niezorganizowani krajowi konkurenci wkroczyli na takie obszary, jak górnictwo, handel detaliczny i przemysł pakowania mięsa. Zakrojone na szeroką skalę zmiany strukturalne w kierunku gospodarki usługowej jeszcze bardziej zawęziły bazę związkową w sektorach wytwarzających towary. Udział pracowników produkcyjnych, którzy w 1950 r. stanowili 30% siły roboczej poza rolnictwem w USA, w 1976 r. spadł do zaledwie 22%.
Potem zaczęły się problemy gospodarcze. Spadająca produktywność, spowolnienie wzrostu, inflacja i brutalna recesja z 1982 r. mocno uderzyły w amerykańskie związki zawodowe. W latach 1975–1984 ruch stracił cztery miliony członków. Udział zorganizowanych pracowników w sile roboczej spadł z 28,9% do poniżej 20%.
Rządowe związki pracowników były jedyną rzeczą, która zapobiegła całkowitemu upadkowi ruchu. W latach 1956–1976 dodali dwa miliony członków. Bez nich poziom organizowania się związkowo w sektorze prywatnym spadłby do poziomu sprzed Nowego Ładu.
Kanadyjska przewaga
Gospodarka Kanady ucierpiała tak samo bardzo. Znacznie lepiej radzą sobie jednak związki zawodowe na północ od granicy. Ich liczba stale rosła od połowy lat sześćdziesiątych. Na początku lat 80. stanowili oni ponad 40% kanadyjskiej siły roboczej. To ponad dwukrotnie więcej niż poziom gęstości związków zawodowych w Stanach Zjednoczonych.
Jak możemy wyjaśnić tę zaskakującą rozbieżność? Odpowiedź kryje się w różnicach instytucjonalnych. Kanadyjskie prawo pracy i systemy stosunków pracy zapewniły organizacjom bardziej stabilne środowisko. Z kolei system amerykański w dużej mierze opierał się na dobrowolnym uznaniu związków zawodowych i kontrowersyjnych negocjacjach, które upadły pod presją rynku.
Związki kanadyjskie również skorzystały na bardziej zintegrowanej strukturze gospodarczej. Ponieważ pod koniec lat pięćdziesiątych 70% kanadyjskich członków związków zawodowych należało do związków międzynarodowych z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, łączyła ich wspólna historia. Jednak w miarę upływu dziesięcioleci integracja ta stała się raczej punktem rozbieżności niż jedności.
Rola urzędników służby cywilnej
Związki zawodowe sektora publicznego odegrały nieproporcjonalnie dużą rolę w utrzymaniu poziomu gęstości uzwiązkowienia w obu krajach. W USA były ratunkiem. W Kanadzie byli częścią szerszego i bardziej zrównoważonego ruchu. Różnica nie polegała tylko na liczbach. Chodziło o to, jak te liczby były chronione przez prawo.
Amerykańskie prawo pracy ułatwiło cofanie certyfikacji związków zawodowych i utrudniało organizowanie nowych miejsc pracy. Ustawodawstwo kanadyjskie, choć nie doskonałe, zapewniało bardziej spójną ochronę. To środowisko prawne pozwoliło kanadyjskim związkom zawodowym przetrwać burze, które zniszczyły Amerykę.
Recesja lat 80. dotknęła obie strony granicy. Ale tam, gdzie amerykańskie związki zawodowe straciły miliony członków, związki kanadyjskie nie ustępowały. Przepaść się poszerza. Pod koniec dekady uwidoczniły się różnice w gęstości związków zawodowych.
Co zostało
Historia upadku ruchu robotniczego w Stanach Zjednoczonych jest dobrze udokumentowana. Historia kanadyjskiej odporności nie jest taka. Ale kontrast jest prawdziwy. Nie był to wyłącznie wpływ sił rynkowych. To była polityka. To było słuszne. To był wybór.
Pytanie nie dotyczy tylko tego, co się stało. Pytanie, co to oznacza na przyszłość. Jeśli kanadyjskie związki zawodowe mogły przetrwać lata 80., dlaczego amerykańskie nie mogłyby? Odpowiedź może wskazać drogę naprzód. Lub może to być po prostu przypomnienie tego, co zostało utracone.
Rozbieżne ścieżki północnoamerykańskiego ruchu robotniczego
Amerykański ruch robotniczy nie tylko się potknął. Znalazła się w środowisku politycznym, które już zdecydowało, że jest niepożądane.
Kanada? Zupełnie inna historia.
Do 1961 roku mapa polityczna uległa zmianie. Tutejsze związki zawodowe przestały trzymać się neutralności. Poparli utworzenie Nowego Ruchu Demokratycznego (NDM). To nie był projekt poboczny. Był to socjaldemokratyczny pretendent stworzony, aby rzucić wyzwanie liberałom i postępowym konserwatystom. Powstanie NDA zmieniło wszystko. Zorganizowana siła robocza zyskała realną władzę polityczną. Stał się postępową siłą w życiu publicznym.
Było to ostre odejście od modelu amerykańskiego. AFL-CIO była bezpartyjna. Stanowisko to pozostawiło ich na politycznej marginalizacji po upadku koalicji Demokratów Nowego Ładu pod koniec lat sześćdziesiątych. Kanada przyjęła syndykalizm społeczny. Stanowiło to bezpośredni kontrast do odwrotu Amerykanów.
Dlaczego amerykański ruch robotniczy upadł
Zacznijmy od prawa. Ustawa Tafta-Hartleya z 1947 r. zmieniła zasady dotyczące związków zawodowych w USA. Zastosował do nich przepisy dotyczące nieuczciwych praktyk pracowniczych. Osłabił ich siłę gospodarczą. Osłabił ich siłę organizacyjną. Od tego momentu amerykańskie prawo pracy stało się serią obciążeń.
Prawo kanadyjskie tego nie zapewniało. Przepisy federalne i prowincjonalne utrzymują prozwiązkowe nastawienie. Pogłębili to.
Symbolika też ma znaczenie. Spójrzmy na rok 1981. Ronald Reagan złamał strajk federalnych kontrolerów ruchu lotniczego. To było mocne stwierdzenie. To legitymizowało nastroje antyzwiązkowe w korporacyjnej Ameryce. W Kanadzie nie miało miejsca żadne podobne publiczne poparcie. Dlaczego? Socjolog Samuel Martin Lipset wskazał na pierwotną przyczynę. Kanadyjska kultura polityczna wyznaje wartości kolektywistyczne. Wartości te zapewniły ruchowi robotniczemu legitymizację, jakiej nigdy nie znalazł na południe od granicy. W USA jest więcej ducha przedsiębiorczości. Taka mentalność nie pozwala na tworzenie silnych związków zawodowych.
W miarę jak te luki się powiększały, „międzynarodowy” charakter ruchu północnoamerykańskiego zaczął zanikać.
Ruch związkowy urzędników państwowych przyspieszył ten rozłam. W Kanadzie był już ogromny. Popchnęło ruch kanadyjski w niezależnym kierunku. Ale nie dotyczyło to tylko sektora publicznego. Oddziały branżowe sektora prywatnego zaczęły się wydzielać. Niektórzy szukali autonomii. Inni, jak pracownicy przemysłu komunikacyjnego, papierniczego, drzewnego i samochodowego, oddzielili się całkowicie. Uniezależnili się.
Do 1990 roku mniej niż 35 procent ruchu kanadyjskiego nadal miało powiązania z AFL-CIO.
Nadzieję na integrację dawały dwa czynniki. Wspólny rynek gospodarczy Ameryki Północnej. I pogłębiający się kryzys w Kanadzie wokół niepodległego Quebecu. Ale siły te nie powstrzymały dryfu. Lata 70. i 80. pokazały dwie bardzo różne dynamiki. Ruchy odbywały się w różnych kierunkach. Weszły w życie odrębne ścieżki rozwoju kraju.
Europa Zachodnia
Charakterystyka kontynentalnego ruchu robotniczego
Syndykalizm europejski w niczym nie przypomina modeli brytyjskich czy amerykańskich.
Rozwój przemysłu w Europie rozpoczął się później. Poszło szybciej. Fabryki zaczęły działać na dużą skalę. Wykorzystali najbardziej zaawansowaną dostępną technologię. To oderwało związki zawodowe od średniowiecznych tradycji rzemieślniczych. Uniemożliwiło to utworzenie systemu związków rzemieślniczych skupiających wyłącznie robotników wykwalifikowanych.
Wczesne próby syndykalizmu rzemieślniczego nie powiodły się. Zostali wchłonięci przez szerokie związki zawodowe. Związki te zrzeszały wszystkich pracowników danej branży lub kraju. Kwalifikacje nie miały znaczenia. Status zatrudnienia nie miał znaczenia.
Związki te reprezentowały pracowników dużych przedsiębiorstw. Pracownicy bez specjalnych umiejętności, którzy mogliby być chronieni. Pracodawcy sprawowali ścisłą kontrolę nad organizacją pracy. Albo reprezentowali pracowników kolei, górnictwa i przemysłu energetycznego. W tych branżach stosunki pracy były przedmiotem interesu publicznego.
Pracownicy ci nie mogli zmonopolizować niezastąpionej umiejętności. Nie mogli realizować swoich zainteresowań jedynie w miejscu pracy. Nie mogli wykorzystać rynku, aby zmusić ludzi do pracy na własny rachunek. Potrzebowali związków zawodowych zdolnych do mobilizowania masowej solidarności. Solidarność ponad granicami zawodowymi.
Rezultatem była specyficzna konstrukcja. Zachodnioeuropejskie ruchy związkowe utworzyły silne konfederacje narodowe. Reprezentowali swoje oddziały w negocjacjach politycznych z rządem.
Słaby lub żaden podział na członków wykwalifikowanych i niekwalifikowanych. Często nie było separacji między pracownikami a pracownikami.
Niewielka liczba dużych związków zawodowych zastąpiła dużą liczbę małych. Umożliwiło to kompleksowe sektorowe negocjacje zbiorowe. Celem było zmniejszenie lub wyeliminowanie różnic w płacach według sektora, pracodawcy, umiejętności lub zawodu.
Prowadzili uniwersalistyczną politykę społeczną. Obejmował ubezpieczenia społeczne, opiekę zdrowotną i ochronę pracy. Zastąpiło to sektorowe lub grupowe „dobrowolne” zasady uzgodnione przez węższe związki branżowe.
Nie chodziło tylko o płace. Chodziło o system obejmujący wszystkich.
Centralizacja europejskiej siły roboczej
Związki zawodowe w Europie Zachodniej nie toczyły takich samych bitew, jak ich brytyjskie odpowiedniki. Różnica ta wynika ze sposobu budowy fabryk. Przemysł kontynentalny często zaczynał od czystej karty. Duże lokale. Bez dziedzictwa lokalnej autonomii rzemieślniczej. Brytyjskie firmy dźwigały ciężar historii. Europejskie firmy tego nie robią.
Doprowadziło to do powstania jednolitej struktury. Prawa zarządcze zostały zabezpieczone wcześniej. Prawo do kontroli było niezawodne od pierwszego dnia. Spory na szczeblu przemysłowym dotyczące procesu pracy odgrywały mniejszą rolę w europejskich stosunkach praca-zarządzanie niż w modelach brytyjskich czy amerykańskich.
W dużych przedsiębiorstwach związki zawodowe reprezentowały zarówno pracowników wykwalifikowanych, jak i niewykwalifikowanych. Nigdy nie czuli potrzeby obrony separacji stanowisk pracy. Ich celem nie była obrona określonego podziału pracy na pracowników wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych. Ten brak trzymania się twardych granic miał strategiczną przewagę.
Umożliwiło to potężnym politycznie ruchom związkowym przejęcie praw zarządczych. Akceptowali dużą elastyczność krajowych rynków pracy. Dlaczego? Ponieważ w przyszłości tę elastyczność można zamienić na większą moc.
„Współpraca związkowa w zarządzaniu była możliwa, ponieważ związki przemysłowe nie miały historii oporu wobec największej organizacji, nie były zobowiązane do żadnej konkretnej grupy pracowników i nie miały głównego interesu w ograniczaniu wewnętrznej elastyczności firm”.
Ta elastyczność umożliwiła związkom zawodowym wspieranie kompleksowej publicznej i prywatnej polityki rynku pracy. Promowali ogólne podnoszenie kwalifikacji i poprawę warunków pracy. Kierownictwo zachowało kontrolę nad halą produkcyjną. Ale tę kontrolę można dzielić. Jeśli związki zawodowe domagały się ustawodawstwa zapewniającego „demokrację przemysłową”, zapewniano im miejsce przy stole negocjacyjnym. Nie byli związani z żadną konkretną grupą pracowników. Nie mieli głównego interesu w ograniczaniu wewnętrznej elastyczności firm. Dzięki temu możliwa była współpraca.
Władza polityczna i państwo
Drugą ważną różnicą jest władza polityczna. Wiktoriańską Wielką Brytanię było stać na liberalizm leseferyczny. Państwa europejskie nie mogły. Odgrywali aktywną rolę w regulowaniu rynków pracy. Często działając po stronie kapitału, wspierając szybką akumulację.
Podczas gdy brytyjskie stosunki kierownicze akceptowały dobrowolność i abstynencję państwową, elity europejskie postrzegały związki zawodowe jako zagrożenie. Zagrożenie jedności narodowej. Zagrożenie postępu gospodarczego. W tym środowisku „czysty i prosty” związkowiec był niemożliwy.
Europejskie związki zawodowe nie miały innego wyboru, jak tylko określić się jako ruchy polityczne. Zaczynali jako przemysłowe skrzydła partii politycznych. Zwykle socjalista lub katolik.
Cele były zróżnicowane ideologicznie.
- Katolicki Związek Zawodowy szukał autonomicznej przestrzeni dla samorządu spółdzielczego. Wolne od ingerencji rządu.
- Socjalistyczno-Komunistyczny Związek Zawodowy dążył do kontroli nad państwem. Wykorzystanie interwencyjnych możliwości dla fundamentalnej transformacji społecznej.
- Syndykalistyczny/Anarchistyczny Związek Zawodowy chciał zastąpić państwo organizacją polityczną mającą siedzibę w miejscu pracy.
Pod koniec XIX wieku prawie wszystkie ruchy związkowe w Europie kontynentalnej poza Skandynawią były podzielone ideologicznie. Rozdrobnienie wzdłuż linii partyjnych było normą. Tak jak związek zawodowy jest podzielony ze względu na zawód, tak unia polityczna jest podzielona ze względu na ideologię.
Aby przetrwać, związki zawodowe musiały wyzwolić się spod kontroli sojuszniczych partii politycznych. Europejski sojusz przemysłowo-polityczny związków zawodowych stał się najsilniejszy tam, gdzie związkom udało się uniknąć podziałów politycznych. Albo przezwyciężyli to, tworząc zjednoczone organizacje. Albo koordynowali swoją politykę.
Tam, gdzie osiągnięto jedność organizacyjną, polityczny związek zawodowy stał się niezależną siłą. Kontynuował uniwersalistyczną tradycję kompleksowych reform społecznych. Nie będąc podporządkowanym żadnej konkretnej partii ani strategii rządowej.
Szczególnie w Europie Północnej i Północno-Zachodniej związki zawodowe stały się uznanymi aktorami polityki krajowej. Funkcjonowały jako uznane quasi-publiczne lub pararządowe instytucje pośredniczące. W szerokim zakresie obszarów polityki.
W rezultacie powstał system, w którym związki zawodowe były czymś więcej niż tylko agentami negocjacyjnymi. Byli podmiotami politycznymi. Wbudowany w państwo. Taka struktura pozwalała im wywierać znaczący wpływ na reformy społeczne. Ale związało to także ich los z cyklami politycznymi narodu. Uzyskaną przez nich niezależność od kapitału równoważyła ich zależność od państwa.
Militarny przełom w walce o prawa pracownicze
Na początku XX wieku zachodnioeuropejskie związki zawodowe powoli, ale konsekwentnie posuwały się do przodu. Wzrosło członkostwo, wzrosła siła przetargowa i nastąpiło oficjalne uznanie. Prawdziwa zmiana nie nastąpiła jednak w wyniku cichych negocjacji. Przyszło wraz z I wojną światową.
Mobilizacja zmieniła wszystko. Rynki pracy stały się ciasne. Produkcja masowa rosła w błyskawicznym tempie. Pracowali na długie zmiany w fabrykach. Niebezpieczeństwo w fabrykach wojskowych wzrosło wielokrotnie. Zyski pracodawców szybko rosły. Rządy nie byłyby w stanie samodzielnie zarządzać gospodarką wojenną. Potrzebowali przywódców związkowych, aby zapobiec eksplozji niezadowolenia w miejscu pracy.
Współpraca miała swoją cenę. Związki zawodowe domagały się demokratyzacji. Chcieli uznania. Po wojnie domagali się sprawiedliwości społecznej. Rządy zgodziły się. To był kompromis. Pokój w zamian za kontrolę.
Paradoks umiarkowanego przywództwa
Oto punkt zwrotny. Umiarkowani przywódcy związkowi wzmocnili swoją pozycję dzięki protestom robotniczym. Robotnicy nienawidzili wojny. Nienawidzili poświęceń, do jakich byli zmuszeni.
W całej Europie powstały autonomiczne rady zakładowe. Kontynuowali tradycje przedwojennego pacyfizmu i internacjonalizmu. Odrzucili kolaboracyjne związki zawodowe. Sprzeciwiali się partiom socjaldemokratycznym. Ich celem był syndykalizm. Demokracja radziecka. Kontrola przez pracowników przemysłowych.
Pod koniec wojny strajki stały się szczególnie gwałtowne. W Rosji bolszewicy wykorzystali demokrację radziecką (sowiecką) do obalenia cara. To radykalne zagrożenie przestraszyło elity. Zmusiła ich do bardziej korzystnych ustępstw wobec umiarkowanych przywódców związkowych.
Koncesje i precedens porozumienia Stinnes-Leghi
Europa po 1918 roku była krucha. Gospodarki nadmiernie się rozciągnęły. Dług publiczny zgromadził ogromne kwoty. Klasa robotnicza uległa radykalizacji. Związek Radziecki wisiał nad Europą niczym duch. Elity chciały stabilizacji. Zwrócili się ku umiarkowanym siłom kontrolującym produkcję wojskową.
Związki zawodowe odniosły istotne zwycięstwo.
– Powszechne prawo wyborcze.
– Demokracja parlamentarna.
– Prawo do strajku.
– Ochrona prawna związków zawodowych.
– Branżowe negocjacje zbiorowe.
– Rozszerzenie porozumień na spółki niebędące członkami związku.
– Ośmiogodzinny dzień pracy.
– Świadczenia socjalne.
– Wspólne rady nadzorcze.
Porozumienie Stinnes-Legia w Niemczech wyróżnia się na tym tle. Był to pakt społeczny pomiędzy kapitałem a pracą, wspierany przez państwo. Wyglądało to na początek trwałego zarządzania związkowego w gospodarkach narodowych.
Kontratak i Wielki Kryzys
Większość podbojów nie przetrwała. Okres bezpośrednio powojenny charakteryzował się porażką. Stabilizacja gospodarek rozdartych wojną oznaczała presję na pracowników. Inflacja wymagała obniżek płac. Dni robocze wydłużały się. Ograniczono prawa związkowe. Wydatki rządowe zostały drastycznie obcięte. Bezrobocie wzrosło.
Prawica polityczna wykorzystała to do ataku na demokrację i wolne związki zawodowe. Nawet umiarkowana lewica kwestionowała współistnienie kapitalizmu z pełnym zatrudnieniem.
Wielki Kryzys na początku lat trzydziestych XX wieku zadał ostateczny cios. Masowe bezrobocie zniszczyło wpływy związków zawodowych. Zyski instytucjonalne uległy odwróceniu. Wiele krajów utraciło kruchy postęp, jaki nastąpił od 1918 roku.
Przejdź do autorytaryzmu
Pod koniec lat dwudziestych Europa była podzielona. Systemy polityczne się rozeszły.
Włochy wybrały pierwszą drogę. Niemcy poszli dramatycznie. Nadchodzą reżimy faszystowskie i konserwatywno-autorytarne. Zakazano działalności związków zawodowych. Przywódców wydalano, więziono lub zabijano. Niektóre zamieniono w dodatki rządowe.
Sytuacja międzynarodowa nie dawała nadziei na wspólny rozwój. Wzrosła polityka protekcjonistyczna. Wznowiono szkolenie wojskowe. Konflikt klasowy tłumiono siłą, a nie negocjacjami. Instytucjonalizacja praw pracowniczych utknęła w martwym punkcie.
Dlaczego ta historia jest ważna dla współczesnych pracowników
Zrozumienie tego okresu pozwala dostrzec pewien wzór. Podboje często zależą od wstrząsów zewnętrznych. Wojna wymusiła ustępstwa. Depresja wszystko przywróciła. Współczesne środowisko pracy stoi przed podobnymi wyzwaniami. Automatyzacja. Globalne łańcuchy dostaw. Polaryzacja polityczna.
Główną lekcją jest nie tylko poznanie historii. Chodzi o dźwignię finansową. Związki zawodowe rosły, gdy rynki pracy były ciasne. Spadły, gdy bezrobocie gwałtownie wzrosło. Układ sił zmienia się w zależności od warunków ekonomicznych.
Współczesne dyskusje na temat praw do rokowań zbiorowych często odzwierciedlają dawne zmagania. Pracownicy domagają się podobnej ochrony. Pracownicy stawiają opór. Rządy pełnią rolę mediatorów.
Pytanie pozostaje otwarte. Czy nowoczesne instytucje są w stanie wytrzymać wstrząsy gospodarcze bez ograniczania praw pracowników? Odpowiedź zależy od woli politycznej. I rzeczywistość gospodarcza.
„Stabilizację wyniszczonej wojną gospodarki Europy Zachodniej zaczęto postrzegać jako możliwą jedynie kosztem pracowników i związków zawodowych”.
To nie tylko historia. To jest ostrzeżenie. I plan (plan działania).
Szwedzki precedens: negocjacje o stabilność
Szwecja wcześniej poszła inną drogą. W 1932 zwyciężyli socjaldemokraci. Zwycięstwo to zapewniło pełne zatrudnienie. Metoda była keynesowska. System polityczny pozostał demokratyczny. Negocjacje zbiorowe pozostały bezpłatne. Kapitalizm przetrwał.
Lata dwudzieste XX wieku były pełne przemocy. Konflikty przemysłowe były intensywne. Niezadowolenie społeczne było duże. Ale socjaldemokraci zjednoczyli kraj. Ich platforma była jasna. Rządowa stymulacja gospodarki. Ochrona socjalna na dużą skalę. Równość społeczna. Scentralizowane negocjacje.
W 1938 roku nadszedł kluczowy moment. Porozumienie w Saltsjöbaden. Podpisały go najwyższe organizacje biznesu i pracy. Potwierdzili prawo do strajku. Potwierdzili prawo do lokautu. Ale było zastrzeżenie. Środki te były środkiem ostatecznym. Uwzględnienie interesów osób trzecich było obowiązkowe.
Związki zawodowe wzmocniły się. Ich działania miały wpływ na gospodarkę narodową. Przyjęli odpowiedzialność. Ich obowiązkiem stał się wzrost i stabilność monetarna. W zamian otrzymywali koncesje. Dodatkowa polityka społeczna. Zmniejszenie luki płacowej. Progresywne opodatkowanie. Ekspansja sektora publicznego. Kobiety uzyskały równy dostęp do rynku pracy.
Mając tę władzę, związki zawodowe zaakceptowały prawa kierownictwa. Dawały pracodawcom niemal nieograniczoną kontrolę. Zbliżała się II wojna światowa. Niemcy i Szwecja znajdowały się na przeciwległych krańcach spektrum.
Powojenna odbudowa i historyczny kompromis
Po 1945 roku wszystko się zmieniło. Ton nadały USA i Wielka Brytania. Związki zawodowe i negocjacje zbiorowe rozprzestrzeniły się w całej Europie Zachodniej.
Część elit biznesowych została zdyskredytowana. Współpracowali z reżimami faszystowskimi. Inni współpracowali z okupantem niemieckim. W innych miejscach wspólny opór podczas wojny wzmocnił zaufanie. Współpraca powojenna rozwinęła się naturalnie.
Komunizm sowiecki stanowił nadciągające zagrożenie. Wydawało się, że jest to alternatywa dla kapitalizmu. Włączenie umiarkowanych ruchów robotniczych stało się koniecznością. USA potrzebowały konkurentów, którzy ponieśliby koszty społeczne. Nowy Ład stworzył te koszty w Ameryce. Wolny handel wymagał tej równowagi.
Europa Zachodnia oparła się na historycznym kompromisie. Kapitał spotkał się z pracą w połowie drogi.
Związki zawodowe otrzymały zdecydowane zobowiązania. Demokracja parlamentarna. Stan dobrobytu. Podstawowy poziom dochodów i usług. Aktywna polityka pełnego zatrudnienia. Bezpłatne negocjacje zbiorowe. Rządy wszelkiej maści musiały spełnić te warunki.
Partia Pracy zapłaciła swoją część. Reformy polityczne wyłącznie środkami konstytucyjnymi. Żadnych strajków politycznych. Dozwolona była własność prywatna w produkcji. Gospodarka rynkowa. Minimalna interwencja rządu w ceny. Kierownictwo ma prawo zarządzać.
Pod koniec lat pięćdziesiątych większość europejskich związków zawodowych zaakceptowała te warunki. Miało to charakter wyraźny lub ukryty. Ale transakcja została zawarta.
Era fordyzmu i produktywność
Ta druga powojenna osada przetrwała. Był to najdłuższy okres pokoju i dobrobytu w historii Europy. Międzynarodowy reżim wolnego handlu wspierał dominację USA.
Rozprzestrzeniły się fordowskie metody produkcji. Z Ameryki do Europy. Standaryzowane dobra konsumpcyjne trwałego użytku. Produkcja masowa. Fabryki stosowały metody Taylora. Organizacja pracy stała się sztywna. Duże korporacje były zintegrowane pionowo. Wzrosła liczba operacji międzynarodowych.
Związki zawodowe ustabilizowały wzrost gospodarczy. Wspierały siłę nabywczą masowych konsumentów. Pomogło to utrzymać stabilność gospodarki.
Związki polityczno-przemysłowe skupione na makroekonomicznych negocjacjach płacowych. Promowali redystrybucyjną politykę społeczną na szczeblu krajowym. Menedżerowie pozostali wolni. Mogliby wprowadzić nowe technologie. Mogłyby usprawnić proces pracy. Następnie nastąpił wzrost produktywności i rentowności.
Kompromis był jasny. Stabilność w zamian za płace. Wolność w zamian za innowacje. System działał, dopóki nie pojawiły się podstawowe sprzeczności.
Dlaczego neokorporatyzmowi nie udało się zatrzymać inflacji
Powojenny porządek gospodarczy miał fatalną wadę. Rządy obiecały pełne zatrudnienie i swobodę rokowań zbiorowych. Jednak powstrzymanie inflacji wymagało spełnienia jednego rygorystycznego warunku: należało powstrzymać związki zawodowe. Musieli oprzeć się wykorzystaniu swojej nowej władzy do żądania płac przewyższających wzrost produktywności. Oznaczało to, że przywódcy związków krajowych potrzebowali całkowitej kontroli nad miejscem pracy.
Tak się nie stało.
Europejskie związki zawodowe sprawowały tę kontrolę lepiej niż ich brytyjskie odpowiedniki. Ale pod koniec lat sześćdziesiątych nawet oni tracili kontrolę. Inflację sprowadzono ze Stanów Zjednoczonych. W miarę przegrzania gospodarek związki zawodowe zajmujące się kontrolą płac stanęły w obliczu buntu. Nowe pokolenie robotników, nietknięte przez Wielki Kryzys i nieznające bezrobocia, odrzuciło swoich przywódców.
Lata 1968 i 1969 upłynęły pod znakiem masowych fal nieoficjalnych strajków. Organizowane oddolnie, spontaniczne działania były sprzeczne z polityką państwa. Pogrążyli umiarkowaną politykę dochodową w chaosie.
Zakłócenia w miejscu pracy
Niepokoje były spowodowane nie tylko inflacją. Miały one charakter strukturalny. Związki zawodowe skupiały się na stabilności makroekonomicznej w okresie agresywnej racjonalizacji. Przedkładali wzrost produktywności nad ochronę pracowników.
Taylorystyczna organizacja pracy stała się bardziej wydajna, ale mniej humanitarna. Pracownicy czuli się bezbronni. System stosunków pracy nie zapewniał formalnej reprezentacji w celu rozwiązywania skarg w miejscu pracy. Związki akceptowały przywileje kierownicze w zamian za status polityczny, pełne zatrudnienie i rosnące płace. Umowa była oczywista. Otrzymałeś zabezpieczenie. Straciłeś prawo do głosowania.
To niezadowolenie było widać wszędzie. Nawet we Włoszech i Francji, gdzie związki zawodowe były słabe, a pracodawcy paternalistyczni. Nawet w Niemczech i Szwecji, gdzie strategia związkowa opierała się na solidarności w całej gospodarce i ignorowała problemy jakościowe w miejscu pracy.
Przez dekadę Europa wierzyła, że bojowość robotnicza umarła. Strajki wygasały. Szok roku 1968 był głęboki.
Porozumienie neokorporacyjne
Pracodawcy i rządy zareagowały raczej ustępstwami niż tłumieniem. Zgodzili się na wysokie podwyżki. Tolerowali inflację. Trwało to aż do pierwszego kryzysu naftowego w latach 1973 i 1974. Nawet wtedy rządy priorytetowo traktowały pełne zatrudnienie. Bronili prawa do wolności rokowań zbiorowych.
Decyzja była sprzeczna z intuicją. Zamiast ograniczać władzę związków zawodowych, rządy ją wzmocniły. Wprowadzili związki zawodowe głębiej w proces podejmowania decyzji politycznych. Celem była pomoc związkom zawodowym we wzmacnianiu ich organizacji. Silniejsze związki krajowe były w stanie lepiej radzić sobie z niezadowoleniem w miejscu pracy.
To stworzyło neokorporatyzm.
Była to trójstronna umowa społeczna. Rząd, biznes i pracownicy podpisali umowę. Związki zgodziły się na złagodzenie żądań płacowych. Często oznaczało to akceptację strat w zakresie płac realnych i pozycji dystrybucyjnych. W zamian uzyskali wpływ na szeroki zakres polityk:
- Świadczenia z tytułu ubezpieczenia od bezrobocia
- Ochrona zatrudnienia
- Programy wcześniejszych emerytur
- Regulacja czasu pracy
- Ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne
Polityka mieszkaniowa i podatkowa
Zatrudnienie w sektorze publicznym
*Szkolenie zawodowe - Pomoc regionalna i dotacje przemysłowe
Rządy i pracodawcy pomogli także związkom zawodowym w tworzeniu organizacji w miejscu pracy, które zajmowałyby się skargami. Kluczowym mechanizmem stało się ustawodawstwo na rzecz demokracji przemysłowej.
Wspólne podejmowanie decyzji i utrata swobody zarządzania
W Niemczech i Szwecji nazywano to współdecydowaniem. Zapewniał pracownikom quasi-konstytucyjną reprezentację w sprawach pozapłacowych. Organizacja pracy. Metody produkcji. Kwestie ignorowane przez związki zawodowe do 1968 roku.
Logika polegała na politycznym powstrzymywaniu. Rządy obawiały się powrotu do luki w reprezentacji z lat sześćdziesiątych. Chcieli skierować energię związkowców w miejscu pracy w sposób nieszkodliwy ekonomicznie. Demokracja przemysłowa poczyniła znaczne postępy w ograniczaniu swobody zarządzania.
Pracodawcy poczuli się wyobcowani. Zmiana władzy była wyraźna. Ale związkom się udało. Opierając się na nowych instytucjach demokracji przemysłowej, w latach siedemdziesiątych XX wieku liczba członków związków zawodowych rosła.
Czy ta stabilność została utrzymana? Konstrukcje zostały stworzone tak, aby służyć przez wiele lat. Jednak wstrząsy gospodarcze połowy lat 70. dopiero się zaczynały. Model neokorporacyjny opierał się na wzroście, który miał pokryć koszty ustępstw. Kiedy wzrost gospodarczy utknął w martwym punkcie, transakcja się rozpadła. Nie od razu. Ale fundament był popękany.
Drugi szok naftowy z 1979 r. spowodował więcej niż tylko gwałtowny wzrost cen. Zmusiło to kraje europejskie do radykalnej zmiany polityki gospodarczej. Rządy zaprzestały prób negocjowania krajowych kompromisów ze zorganizowaną grupą związkową. Zamiast tego zwrócili się w stronę polityki podażowej. Celem była konkurencyjna restrukturyzacja. Trzeba było dogonić japońską potęgę przemysłową. I to nie zadziałało. Bezrobocie pozostało wysokie. Rynki kapitałowe szybko się zintegrowały. Stare modele się rozpadały.
Technologia mikroelektroniczna stała się kluczem do tej zmiany. W niczym nie przypominał specjalistycznego sprzętu epoki fordyzmu. Mikroelektronika zapewniała elastyczność. Pozwoliło to na zastosowanie alternatywnych metod organizacji produkcji. Firmy mogłyby dostosować się do różnych strategii produktowych. Mogłyby odpowiadać lokalnym cechom kulturowym. Mogli wykorzystać posiadane umiejętności. Aby związki zawodowe mogły odegrać rolę w tym nowym krajobrazie, musiały dokonać decentralizacji. Potrzebowali potencjału politycznego i organizacyjnego na poziomie przedsiębiorstwa. Bycie zdalnym organem negocjacyjnym już nie wystarczało.
Dlaczego decentralizacja stała się konieczna
Technologia nie była jedynym motorem zmian. Sama klasa robotnicza ulegała zmianom. Stało się heterogeniczne. Zainteresowania rozbieżne. Egalitaryzm robotniczy, który definiował politykę związkową od okresu międzywojennego, zaczął się rozpadać. Wróćmy pamięcią do lat 60. i 70. XX wieku. Zmniejszyła się różnica w wynagrodzeniach. Wykwalifikowani pracownicy i pracownicy nie widzieli wartości w włączaniu się w kompleksowe negocjacje zbiorowe „solidarności”. Mieli inne problemy. Chcieli reprezentacji odzwierciedlającej ich szczególny status, a nie szerokiej solidarności klasowej, która osłabiała ich osiągnięcia.
Istotną rolę odegrało także zatrudnienie w sektorze publicznym. Urosła znacząco. Praca ta często wiązała się z preferencyjnymi warunkami. W trudniejszych latach 80. pracownicy sektora prywatnego wierzyli, że te warunki powstały ich kosztem. Taka opinia podważyła zaufanie. Związki narodowe miały trudności z jednoczeniem członków wokół wspólnych żądań. Kiedy scentralizowane negocjacje płacowe nie zakończyły się całkowitym załamaniem, przywódcy stanęli pod presją. Zmuszeni byli dać grupom wewnętrznym większą swobodę. Musieli pozwolić na wyłonienie się konkretnych interesów, nie dzieląc całego ruchu.
Dążenie do elastycznej gospodarki wymagającej wysokich umiejętności
W latach 80. w Europie Zachodniej rosło zrozumienie, że gospodarki charakteryzujące się wysokimi płacami i wysokim poziomem dobrobytu, w budowie których pomogły związki zawodowe, są bezbronne. Ich przetrwanie w mniejszym stopniu zależało od porozumień politycznych z rządami lub krajowymi stowarzyszeniami pracodawców. Zależało to od udziału w restrukturyzacji. Celem była elastyczna, wysoko wykwalifikowana i innowacyjna gospodarka. Zdolność do wytwarzania niestandardowych produktów i usług o konkurencyjnej jakości.
Wymagało to nowego rodzaju stosunku pracy. Oznaczało to dynamikę współpracy. Elastyczne wewnętrzne rynki pracy. Zakrojone na szeroką skalę programy szkoleniowe i przekwalifikowujące. I fundamentalna reorganizacja samej pracy. Granice pomiędzy projektem a wykonaniem zatarły się. Praca pośrednia i bezpośrednia były mieszane. Zadania ręczne i nieręczne nakładają się na siebie. Role przywódcze i nieliderskie są ze sobą powiązane. Podejmowanie decyzji zostało zdecentralizowane. Hierarchie zostały uproszczone. Opisy stanowisk stały się szersze. Profile umiejętności zostały rozszerzone.
Jak przystosowały się związki niemieckie i skandynawskie
Europejskie związki zawodowe miały tu przewagę. Nigdy nie polegali na kontroli określonych zawodów jako źródle swojej władzy. Dzięki temu przystosowanie się do organizacji „postfordowskiej” było łatwiejsze niż w przypadku ich brytyjskich czy amerykańskich odpowiedników. Ale nadal wymagało to ostrożności. Związki musiały dokonać decentralizacji bez uszczerbku dla produktywnej współpracy. Musieli przedostać się do przedsiębiorstwa, zachowując przy tym niezależność.
Najlepiej do tego nadawały się związki branżowe posiadające ugruntowane systemy demokracji przemysłowej i współzarządzania. Spójrz na Niemcy i Skandynawię. Związki te nie tylko się przystosowały; wpłynęły one na formę restrukturyzacji. Ograniczały zdolność pracodawców do zatrudniania niskopłatnej i nisko wykwalifikowanej siły roboczej. Jednocześnie wywierali presję na poziomie przedsiębiorstwa, aby „odtajaryzować” siłę roboczą. Promowali ogólny wzrost poziomu produkcji. Ich głównymi narzędziami stały się polityki rynku pracy i szkolenia zawodowe.
Wyniki były oczywiste. Skandynawskie związki zawodowe zwiększyły liczbę członków, dostosowując się do elastyczności w miejscu pracy. Związki zawodowe belgijskie, niemieckie i częściowo włoskie pozostały silne. Francja, Hiszpania oraz, w mniejszym stopniu, Holandia i Austria opowiadają inną historię. Szybka modernizacja przemysłu pozostawiła je w tyle. Ich wskaźniki członkostwa w związkach spadły.
Europa Wschodnia: inna ścieżka
Ruch związkowy w Rosji i innych częściach Europy Wschodniej kierował się zupełnie inną logiką. Rozwinęła się w ścisłym powiązaniu z partiami politycznymi. Zwykle rewolucyjny. Autokratyczne państwo rosyjskie zakazało działalności organizacji publicznych. Każdy. Szczególnie związki zawodowe. Dlatego autonomiczne ruchy robotnicze znalazły wspólny cel z partiami rewolucyjnymi. Współpracowali z nimi z konieczności.
Rewolucyjne partie marksistowskie rosły wraz z uprzemysłowioną miejską klasą robotniczą. Idee polityczne nadały kształt walkom w miejscu pracy. Rewolucja. Socjalizm. Nie były to tylko abstrakcyjne pojęcia. Stanowiły one podstawę konfliktów pracowniczych. Rosyjski i polski ruch robotniczy doskonale ilustrują tę dynamikę. W tych kontekstach związek nie był niezależnym aktorem gospodarczym negocjującym płace. Była to kontynuacja politycznego przetrwania.
Eksperyment pod kontrolą państwa
Najwcześniejsze rosyjskie organizacje robotnicze nie powstały w wyniku spontanicznych powstań robotniczych. Pojawiali się wśród rzemieślników w formie legalnych cechów. Organizacje te nie były autonomiczne. Państwo trzymało ich pod ścisłą kontrolą. Pod koniec XIX wieku dołączyły do nich towarzystwa wzajemnej pomocy. Rozprzestrzenili się wśród wykwalifikowanych, piśmiennych rzemieślników w stolicach. Aktywnie dołączyli do nich także żydowscy rzemieślnicy z zachodnich prowincji imperium.
Dla niektórych stowarzyszenia te stały się nielegalnym narzędziem w walce z pracodawcami. Zasadniczo oferowali kulturalną samopomoc i wzajemne wsparcie. Pierwsze tego typu towarzystwa tworzyli drukarze w Warszawie (1814), Rydze (1816) i Odessie (1816). Prawdziwy rozwój nastąpił pod koniec lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku. Tymczasem robotnicy fabryczni kształtowali się poza tradycją rzemieślniczą. Rekrutów rekrutowano spośród chłopów i dzieci dziedzicznych robotników fabrycznych w państwowych przedsiębiorstwach wojskowych. Solidarność opierała się na kontaktach z rodakami. Zależało to także od arteli – nieformalnych form życia zbiorowego.
Związki zawodowe pod nadzorem policji i doświadczenia Zubatowa
Rozwój przemysłu na przełomie XIX i XX wieku stworzył proletariat fabryczny. Nastąpiły niepokoje pracownicze. Represje rządowe zapobiegły przekształceniu się okresowych strajków w trwałe organizacje. Agitatorzy marksistowsko-socjaldemokratyczni próbowali organizować strajkujących, ale nie udało im się to z powodu częstych aresztowań. Pracownicy nie ufali także zewnętrznym intelektualistom.
W 1901 roku rząd spróbował czegoś wyjątkowego. Utworzyła związki zawodowe pod nadzorem policji. Celem było skierowanie protestu w pokojowym kierunku i utrzymanie lojalności wobec carskiego reżimu. Działalnością tą kierował Siergiej Wasiljewicz Zubatow, szef moskiewskiego wydziału bezpieczeństwa. Związki te szybko powstały wśród robotników wykwalifikowanych w Moskwie, Petersburgu, Odessie, Wilnie i Mińsku.
Eksperyment szybko wypadł z łask rządu. Dało to jednak pracownikom doświadczenie w negocjacjach zbiorowych. Nauczył ich procedur reklamacyjnych. Robotnicy domagali się wówczas prawa do wyboru przedstawicieli w pracy. Chcieli prawa do strajku.
Rewolucja 1905 roku i rozkwit związków zawodowych
Z ruchu robotników fabrycznych wyrosły niepokoje. Doprowadziło to do rewolucji rosyjskiej 1905 r. W październiku car zrzekł się prawa do tworzenia związków zawodowych. W październiku i listopadzie mnożyły się nowe sojusze. Powstały na bazie towarzystw wzajemnej pomocy, związków zawodowych policji i niezależnych komitetów strajkowych (sowietów ).
Liczby były zdumiewające. W Petersburgu w ciągu sześciu tygodni 30 000 pracowników dołączyło do 41 związków zawodowych. W Moskwie powstało 56 związków zawodowych, zrzeszających około 25 000 pracowników. Początkowo handlarze organizowali się w małych sklepach. Wolniej działali metalowcy i tekstyliowie w dużych przedsiębiorstwach. Ich poszczególne fabryki były na tyle duże, że mogły samodzielnie zapewnić solidarność.
Reakcja i niepewność prawna
Organizację związkową kontynuowano w latach 1906 i 1907. Ustawy tymczasowe z 4 marca 1906 r. zalegalizowały organizacje publiczne. Aktywiści próbowali organizować pracę na szczeblu ogólnorosyjskim. Zanim jednak mógł się odbyć ogólnorosyjski kongres związków zawodowych, rozpoczęła się reakcja. Wyzwalaczem stało się rozwiązanie drugiej Dumy Państwowej w czerwcu 1907 r.
Policja wykryła naruszenia przepisów związkowych. Organizowanie strajków pozostało nielegalne. Związki zawodowe zostały rozwiązane. Niestabilny stan prawny przestraszył potencjalnych członków. Sprawy związkowe zaczęły podupadać. W latach 1907-1909 policja zamknęła 350 związków zawodowych. Aresztowano wielu kluczowych przywódców związkowych.
Do 1910 roku liczba członków spadła do 60 000. Dla porównania w styczniu 1907 r. liczyło 250 000 członków. W podziemiu lub na emigracji oddani działacze socjaldemokratyczni pozostali na swoich stanowiskach. Gdy sprawy nabiorą rozpędu, mieli być ważnymi przywódcami.
Odrodzenie i rozłam ideologiczny w 1912 r
Recesja gospodarcza i represje polityczne wstrzymały działalność aż do 1912 roku. Związki prawne oferowały niewiele poza działalnością kulturalną. Zakazano rokowań zbiorowych, strajków, działalności politycznej i kontaktów międzymiastowych.
Okres ten uwydatnił rozłam między mieńszewikami i bolszewikami. Obydwa skrzydła Rosyjskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy znacznie się rozeszły.
- Mieńszewicy : Kładli nacisk na służbę klasie robotniczej. Promowali spółdzielnie konsumenckie, szkoły, biblioteki i kluby.
- Bolszewicy : Zaangażowani w działalność polityczną i strajkową. Próbowali sprowokować sytuację rewolucyjną.
Kiedy w 1912 r. odrodził się aktywizm, przywódcy związkowi zażądali legalnych przedstawicieli w miejscu pracy i układów zbiorowych. Strajki nasiliły się od 1912 do 1914 roku. Pozostały jednak poza strefą wpływów związków zawodowych. Umiarkowany postęp w prawie pracy sprzyjał skrzydłu reformistycznemu. Ciągłe prześladowania ze strony rządu popchnęły wielu działaczy w stronę ideologii rewolucyjnej.
Napięcie między tworzeniem praktycznych instytucji a wzniecaniem rewolucji nigdy nie zostało w pełni rozwiązane. Po prostu czekał na następną awarię systemu.
Od fabryki do mechanizmu państwowego: ewolucja rosyjskiej siły roboczej
Skład pracowników rosyjskich fabryk zmienił się z dnia na dzień. Pierwsza wojna światowa wciągnęła setki tysięcy ludzi do pracy w przemyśle. Luki pozostawione przez mężczyzn na froncie wypełniły kobiety, młodzież i chłopi. Ten napływ starych kadr wykwalifikowanych pracowników. Stworzyło to nową presję na sposób wykonywania pracy.
Kiedy w 1917 r. wybuchła rewolucja, robotnicy natychmiast otrzymali swobodę organizowania się. Związki musiały walczyć o swoją przestrzeń. Rywalizowali z komitetami fabrycznymi. Te były mniej nieporęczne. Konkurowali także z radami miejskimi deputowanych robotniczych.
Komitety fabryczne rozstrzygały lokalne skargi. Reprezentowali swoje konkretne fabryki przed większymi organami. Rozstrzygali spory między pracownikami. Ale związki zawodowe organizowały się powoli. Nie udało im się szybko rozwiązać kwestii płac, godzin pracy, kontroli i regulacji. Dlatego komitety fabryczne przyłączały się do konferencji miejskich. Zajmowali się tam szerszymi kwestiami. Tymczasem związki zawodowe budowały struktury administracyjne. Prowadzili rekrutację członków. Zaczęli koordynować negocjacje gospodarcze. Pod koniec 1917 r. w Rosji istniało ponad 2000 związków zawodowych. Ich deklarowana liczba członków osiągnęła 2,7 miliona pracowników.
Przejęcie władzy przez bolszewików i stagnacja w przemyśle
Bolszewicy doszli do władzy w listopadzie 1917 r. Duża część rosyjskiego przemysłu znajdowała się już w stanie stagnacji. Pracownicy nieczynnych fabryk próbowali samodzielnie rozpocząć produkcję. Zwykle korzystali w tym celu z komitetów fabrycznych. Jednak w latach 1918–1920 kontrolę przejęły agencje rządowe. Władze centralne i lokalne przejęły kontrolę.
Większość przywódców związkowych zgodziła się z nową rzeczywistością. Uważali, że w socjalizmie głównym zadaniem związków zawodowych było wspieranie produkcji. Argumentowali, że interesy pracowników są teraz całkowicie zbieżne z interesami państwa jako pracodawcy.
Pogląd ten zmienił związki zawodowe w dodatki do rządu. Pełniły funkcję stanowisk werbunkowych do wojska. Stały się centrami zaopatrzenia. Świadczyli usługi społeczne. Pełniły one funkcję organów sądowych.
Nie wszyscy się z tym zgodzili. Mniejszość niezależnych przywódców stawiała opór. Argumentowali, że interesy pracowników i interesy menedżerów zawsze będą sprzeczne. To pozostało prawdą nawet w czasach uspołecznionego przemysłu. Uważali, że zadaniem związku jest przede wszystkim ochrona pracowników.
Następnie w partii komunistycznej wyłoniła się mniejszość syndykalistyczna. Grupa ta uważała, że niezależne związki zawodowe powinny kierować gospodarką państwa.
Kompromis i upadek władzy robotniczej
W 1921 roku udało się osiągnąć kompromis. Niezadowolenie w fabrykach było powszechne. Presja wymusiła decyzję. Związki zawodowe otrzymały „podwójną funkcję”. Miały one pomóc w poprawie produktywności. Musieli także zagwarantować prawa pracowników przed tyranią menedżerów.
Partia przedstawiała związki zawodowe jako „pas transmisyjny”. Łączyli Partię ze zwykłymi robotnikami. Służyły jako „szkoła komunizmu”. Celem było nauczenie robotników, że ich interesy są zbieżne z interesami państwa.
W latach dwudziestych XX wieku to zadziałało. Związki zawodowe współpracowały z agencjami rządowymi. Ustalili płace. Udzielili pomocy bezrobotnym. Świadczyli usługi społeczne. Promowali wyższą produktywność.
Potem przyszedł okres przyspieszonej industrializacji lat 1928–1932. Charakter związków zawodowych ponownie się zmienił. Stali się trybikami administracyjnymi. Ich znaczenie dla interesów pracowników fabryki zmalało. Pochłonęła je maszyna produkcyjna. Głos robotnika został stłumiony przez tryby mechanizmu.
Polski ruch związkowy nie powstał znikąd. Narodził się z konieczności, fragmentacji i rozpaczliwej potrzeby zjednoczenia głosów wyciszanych przez dziesięciolecia.
Kiedy Polska odzyskała państwowość w 1918 r., sektor pracy był niezwykle niejednorodny. Związki zawodowe zaczęły powstawać w Galicji już w latach 70. XIX w., kiedy region znajdował się pod zaborem austriackim, gdyż były tam legalne. Na zachodzie, na Śląsku, robotnicy organizowali się w niemieckich związkach zawodowych. A w rosyjskiej Polsce? Zostały zakazane. Wraz z uzyskaniem niepodległości te odmienne grupy w końcu się połączyły.
Nowy ruch funkcjonował pod umiarkowanym wpływem Polskiej Partii Socjalistycznej. Oficjalnie jednak związki utrzymywały politykę neutralności partyjnej. Chrześcijańskie związki zawodowe stworzyły także własne, niezależne struktury.
Rzeczywistość agrarna Polski w okresie międzywojennym
Aby zrozumieć siłę tych związków, trzeba spojrzeć na gospodarkę. Polska na początku XX wieku była krajem w przeważającej mierze rolniczym. W 1931 r. w rolnictwie pracowało 61% ludności.
Siła robocza była niezwykle mobilna. Po poważnym kryzysie gospodarczym w 1918 r. Pracownicy stale przenosili się z jednego obszaru zatrudnienia do drugiego. Struktura związków zawodowych odzwierciedlała ten chaos: opierała się nie na kwalifikacjach, ale na przynależności branżowej. Do szeregów związkowych wstępowali nawet bezrobotni.
Największe związki zawodowe, jak np. kolejarze, zrobiły coś więcej niż tylko negocjacje. Organizowali działalność kulturalną: kluby, biblioteki, internat. Chodziło o budowanie wspólnoty poprzez wspólne działanie.
Liczby członkowskie w związkach opowiadają historię odporności. W latach trzydziestych liczba członków związków zawodowych wahała się od 900 000 do 950 000. Była to liczba imponująca, biorąc pod uwagę wysiłki rządu Józefa Piłsudskiego zmierzające do podziału i osłabienia solidarności. Liczba ta stanowiła około 18 procent pięciomilionowej klasy robotniczej. Do tej kategorii zaliczali się robotnicy rolni i służba domowa.
Komunistyczna kontrola i erozja władzy
Sytuacja zmieniła się radykalnie pod rządami komunistycznymi. W latach 1947-1958 klasa robotnicza szybko rosła. Ale związki zawodowe straciły siłę.
Zostały one zintegrowane ze strukturami zarządzania i organami rządowymi. Funkcja niezależna zniknęła. Wynagrodzenia ustalano centralnie. Związki zawodowe zeszły na dalszy plan i zaczęły zajmować się sprawami społecznymi i codziennymi w miejscu pracy. Stali się raczej narzędziami państwa niż obrońcami praw pracowniczych.
Ten porządek rzeczy utrzymywał się przez jakiś czas. Następnie, pod koniec lat 70., polska gospodarka zaczęła podupadać.
Związki zawodowe stanęły przed bezpośrednimi wyzwaniami. Nie wykonali obiecanych usług. Niedobór mieszkań. Brak możliwości udzielenia płatnego urlopu. Umowa społeczna została zniszczona.
Jednocześnie zmienił się skład społeczny klasy robotniczej. Do 1972 r. w rolnictwie pracowała zaledwie jedna trzecia ludności czynnej zawodowo w Polsce. Nowi pracownicy przybywali do przemysłu głównie ze środowiska proletariackiego. Byli młodzi i mniej uległi.
Gwałtowna mobilność od pracowników fizycznych do pracy intelektualnej, która charakteryzowała pierwsze lata rządów komunistycznych w Polsce, uległa spowolnieniu. Cechy strukturalne w połączeniu ze stagnacją gospodarczą sprawiły, że brak reakcji związków zawodowych na te wyzwania dał początek fali strajków w 1980 roku.
Powstanie Solidarności
Rząd był zmuszony zareagować. W sierpniu 1980 r. rząd polski zgodził się na uznanie nowych, samorządnych związków zawodowych. Organizacje te były autentycznymi przedstawicielami klasy robotniczej. Ich zadanie było jasne: chronić społeczne i materialne interesy pracowników.
W ciągu kilku tygodni nowe niezależne organizacje lokalne połączyły się w niezależny ogólnokrajowy związek. Nazywali to „Solidarnością”.
Jednocześnie przeprowadzono reorganizację starych związków zawodowych, aby uzyskać większą niezależność od państwa. Jednak ich liczba gwałtownie spadła, z 12 milionów do 4 milionów pod koniec 1980 roku.
Solidarność została zdelegalizowana w grudniu 1981 r. To zmusiło związki zawodowe do pozostania rozdrobnione, jeszcze bardziej niż przed 1980 r. Jednak to rozdrobnienie przyczyniło się również do powstania tendencji pluralistycznej. Przyczyniła się do odrodzenia Solidarności i ostatecznego zwycięstwa nad Polską Partią Komunistyczną w wyborach latem 1989 roku.
Na tym historia się nie zakończyła. Mechanizmy oporności zostały zachowane. Infrastruktura została zbudowana. Kiedy okno polityczne się otworzyło, ruch był gotowy.
Dlaczego jest to ważne dla strategii pracy
Polskie doświadczenia wskazują na krytyczny punkt zwrotny. Kiedy instytucje nie reprezentują już interesów pracowników, fragmentacja może stać się katalizatorem odnowy.
Początkowa jedność z 1918 r. była krucha. Opierał się na neutralności. Era komunizmu pokazała, co się dzieje, gdy związki zawodowe tracą niezależność. Stają się narzędziami administracyjnymi.
Lata 80. pokazały, że stagnacja gospodarcza i niezadowolenie społeczne mogą stworzyć próżnię. W tę próżnię pojawia się nowy typ organizacji. Samorządny. Priorytetowo traktowane są interesy materialne, a nie posłuszeństwo ideologiczne.
Czy rząd spodziewał się rozwoju „Solidarności”? Prawdopodobnie nie. Stworzyła jednak ku temu warunki, nie zajmując się podstawowymi potrzebami klasy robotniczej.
Dziedzictwo tego okresu ma charakter nie tylko historyczny. To lekcja o tym, jak ruchy robotnicze przystosowują się, gdy upadają stare struktury. Przejście od modeli sektorowych do modeli samorządnych zmieniło trajektorię praw pracowniczych w Polsce.
Co się stanie, gdy państwo nie będzie już w stanie obiecać stabilności? Odpowiedzią w Polsce jest podzielony, ale odporny ruch robotniczy. Które ostatecznie zwyciężyło.
Powstanie i plateau japońskiego ruchu związkowego
Ruch związkowy w Japonii nie powstał sam. Został zmuszony do pojawienia się w wyniku upadku imperium. Po kapitulacji Japonii w 1945 r. władze okupacyjne zwycięskich krajów zlikwidowały kontrole wojskowe tłumiące niezależne głosy. Nagle robotnicy mogli się organizować bez obawy przed represjami ze strony rządu. Gwałtowny wzrost był natychmiastowy i masowy.
Zanim ten impet został zatrzymany w latach 1949–1950, ruch liczył już 6 milionów członków. Stanowiło to prawie połowę całej siły roboczej. Wzrost ten nie trwał jednak długo. Poważna deflacja mocno uderzyła w gospodarkę. Prawo pracy zostało zmienione w celu zaostrzenia ograniczeń. Czystka elementów lewicowych usunęła ze stanowisk wielu najbardziej agresywnych organizatorów.
Jednak po tym krótkotrwałym sprzątaniu trend się zmienił.
Po 1955 r. gwałtownie wzrosło zatrudnienie w przemyśle. Japoński cud gospodarczy stworzył fabryki, popyt i miejsca pracy w zawrotnym tempie. Związki poszły w ślady robotników. Zorganizowany ruch robotniczy osiągnął swój szczyt w 1975 roku. Liczba jego członków wynosiła 12,6 miliona.
Jedna trzecia wszystkich uprawnionych pracowników należała do związków zawodowych.
To uczyniło ruch japoński trzecim co do wielkości wśród demokracji przemysłowych, ustępując wówczas jedynie Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii. To była potężna siła.
Następnie kryzys naftowy z lat 1973–1974 zakłócił tę dynamikę.
Wzrost gospodarczy uległ spowolnieniu. Baza produkcyjna zaczęła się kurczyć lub ulegać automatyzacji. Przemysł przeszedł restrukturyzację w kierunku sektora usług. Okazało się, że dużo trudniej jest organizować związki zawodowe w sektorze usług niż na taśmach montażowych. Liczba przestała rosnąć. Ustabilizowała się. Obecnie członkiem związku zawodowego jest mniej więcej jeden na czterech pracowników. Złoty wiek masowego unionizmu przemysłowego w Japonii dobiegł końca.
Model japońskiej Unii Zorientowanej na Przedsiębiorczość
Okres powojenny w Japonii nie był po prostu okresem odbudowy; było to przepisanie ram konstytucyjnych stosunków pracy na nowo. Związki zawodowe uzyskały prawo do organizowania się, negocjowania i strajku – uprawnienia, których przed wojną praktycznie nie posiadały. Aktywnie wykorzystywali akcje protestacyjne, wymuszając autentyczne negocjacje na wszystkich poziomach: przedsiębiorstwa, przemysłu i kraju. Nacisk ten stworzył także podstawę prawną dla standardów pracy i zabezpieczenia społecznego.
Z politycznego punktu widzenia związki te finansowały siły lewicowe. Socjaliści, Demokratyczni Socjaliści i Komuniści korzystali z funduszy związków zawodowych, aby przeciwstawić się rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej, która sprawowała władzę nieprzerwanie od 1948 r. Ruch ten nie był jednak doskonały. Krytycy wskazywali na głębokie podziały ideologiczne, nadmierny wpływ pracodawców i wąskie skupienie się na członkach związku, ignorowanie niezorganizowanych pracowników i szerszych interesów społecznych.
Cechą charakterystyczną tego systemu jest jego decentralizacja. Związków zawodowych jest ponad 70 000, ale nie są one zorganizowane sektorowo. Są tworzone wewnątrz firm. Te związki korporacyjne reprezentują pracowników stałych i pracowników, w tym brygadzistów. Są demokratyczne, samofinansujące się i samozatrudnione.
Dlaczego ta struktura? Często tłumaczy się to dziedzictwem feudalnym lub paternalizmem. Prawdziwą siłą napędową jest dualizm rynku pracy. Szybka industrializacja Japonii spowodowała podział siły roboczej. Z jednej strony: niewielka elita pracowników w dużych oligopolach zaawansowanych technologii. Z drugiej: miliony pracowników w niestabilnych małych i średnich firmach. Różnice w wynagrodzeniach, świadczeniach i pewności zatrudnienia są wyraźne. Organizacja związkowa w dużych przedsiębiorstwach ma na celu ochronę osiągniętych przewag bez uszczerbku dla konkurencyjności przedsiębiorstwa.
Przejście od rywalizacji do konsolidacji
Związki korporacyjne nie działają w próżni. Aby zachować swoje zyski i uniknąć fragmentacji, patrzą w górę. Koordynację zapewniają federacje branżowe i centra krajowe. Pomimo dziesięcioleci zaciekłej rywalizacji, która rozpoczęła się w latach dwudziestych XX wieku i została wznowiona po drugiej wojnie światowej, te najwyższej klasy organizacje zyskały na popularności.
Przez wiele lat krajobraz definiowały dwa giganty. Sohyo, wspierany przez socjalistów, i Domei, popierający demokratycznych socjalistów, walczyli o kontrolę. Wreszcie w 1989 roku połączyli siły, tworząc Rengo (Japońska Konfederacja Związków Zawodowych). Z prawie ośmioma milionami członków Rengo stanowi strategiczny zwrot. Cel? Przenieś władzę z poziomu przedsiębiorstwa na wyższy poziom, jednocząc federacje branżowe, przyciągając niezrzeszonych pracowników i organizując niezorganizowanych w struktury między przedsiębiorstwami.
Kampania wiosennej ofensywy (Shunto )
Negocjacje w Japonii mają swój własny rytm. Zaczynają od shunto, czyli „wiosennej kampanii ofensywnej”. To coroczne wydarzenie, zapoczątkowane przez Sohyo w 1955 roku, rozpoczyna się w kwietniu, wraz z rozpoczęciem roku finansowego. Związki koordynują swoje żądania, aby zapewnić ogólny wzrost wynagrodzeń i świadczeń.
Shunto służy jako środek odstraszający przed odmiennymi porozumieniami na poziomie przedsiębiorstwa. Rozciąga się także na niezorganizowane sektory, działając de facto jako polityka dochodowa. Z czasem jego zasięg się rozszerzył. Nie chodzi już tylko o wynagrodzenie podstawowe. Obejmuje obecnie godziny pracy, emerytury, zakwaterowanie i ogromne premie roczne, które definiują japoński system wynagrodzeń.
Stosunki pracy w krajach rozwijających się
Historia w Trzecim Świecie jest inna. Tutaj ruch związkowy podąża za strukturą ekonomiczną. Od początków XX wieku aż do II wojny światowej dominowało rolnictwo. Nawet w miarę upływu XX wieku trzy czwarte ludności czynnej zawodowo nadal zajmowało się rolnictwem.
Produkcja rosła, ale powoli. W latach 1900–1960 liczba pracowników w przemyśle wzrosła z 26 milionów do 46 milionów. Stanowiło to jednak tylko 8 procent ogółu siły roboczej. Przemysł wydobywczy potroił się, odzwierciedlając priorytety epoki kolonialnej, ale zatrudniał tylko 1 procent pracowników.
Sektor usług opowiada inną historię. Potroiła się w latach 1900–1960, zapewniając zatrudnienie 92 milionom ludzi. To 18 procent siły roboczej. Rozwój związków zawodowych w tych sektorach jest nierówny. Czasami wiodącą rolę odgrywało rolnictwo. Czasami usługi. Wynik zależał całkowicie od obiektywnych warunków ekonomicznych. Czy atmosfera sprzyjała organizacji? Kontekst ten determinował, jak, kiedy i dlaczego można było zmobilizować siłę roboczą.
Historia pracy w krajach rozwijających się nie zaczyna się od pracowników biurowych ani pracowników fabryk. Zaczyna się w enklawach eksportowych. Wczesne związki zawodowe w wielu krajach Trzeciego Świata były zakorzenione w sektorach bezpośrednio powiązanych z rynkami światowymi. Na początku XX wieku kolejarze, dokerzy i górnicy stworzyli już potężne organizacje. Ich siła polegała na prostym działaniu dźwigni: mogli sparaliżować gospodarkę. Zakłócenie głównej działalności eksportowej było zagrożeniem, którego gospodarki kolonialne nie mogły łatwo zignorować.
Weźmy Hongkong w 1885 r. Kiedy robotnicy odmówili rozładunku francuskiego okrętu wojennego, strajk nie miał charakteru lokalnego. Rozprzestrzenił się na pracowników kontraktowych, przewoźników i rikszarzy. Ten efekt uboczny stworzył świadomość klasową, którą trudno było zignorować. W Afryce dokerzy jako jedni z pierwszych zaangażowali się w zbiorowe pozwy zbiorowe. W Ghanie pracownicy kolei odzwierciedlali znaczenie swoich odpowiedników w Argentynie. Górnicy w Chile i Republice Południowej Afryki utrzymali znaczące wpływy polityczne dzięki stabilnym związkom zawodowym, nawet gdy ich względna liczba spadła.
W miarę jak industrializacja rozprzestrzeniła się poza te „enklawy” sektora eksportowego, zaczęły organizować się szersze warstwy pracowników, na przykład zatrudnionych w przemyśle tekstylnym.
Epoka powojenna zmieniła zasady gry. Nowy międzynarodowy podział pracy oznaczał przeniesienie produkcji do krajów Trzeciego Świata. Pojawiły się duże fabryki produkujące tekstylia, samochody i elektronikę. Te fizyczne przestrzenie zmieniły proces pracy i dały początek nowej fali związkowców.
W Brazylii w latach 70. organizacja miejsc pracy napędzała potężny ruch robotniczy kierowany przez hutników. W Republice Południowej Afryki powstały nowe związki Czarnych, głęboko zakorzenione w hali produkcyjnej. Podobną drogą poszły Filipiny i Korea Południowa. Nie był to odgórny, kontrolowany przez państwo ruch związkowy, jak to miało miejsce w przeszłości. Miało to korzenie w samym środowisku pracy. Rola tych związków pozostała jednak przede wszystkim defensywna. Zorganizowali siłę roboczą stworzoną przez globalny kapitał i walczyli o ochronę standardów życia. Sukces był niespójny i znacznie zróżnicowany w zależności od kraju.
Bariera sektora nieformalnego
Urzędnicy służby cywilnej w wielu krajach rozwijających się są stosunkowo dobrze zorganizowani. Dzieje się tak pomimo, a czasami z powodu postawy rządu. Pracownicy rolni w wielu krajach uzyskali wolność zrzeszania się, zwłaszcza na dużych plantacjach ze stabilną siłą roboczą. Tradycyjny sektor utrzymania na własne potrzeby pozostaje trudny do zorganizowania.
W Azji Wschodniej modernizacja gospodarcza stworzyła więcej pracowników, którzy mogą być zorganizowani. Korea Południowa stanowi wyjątek, gdzie organizacja pracowników stale się rozwija. W innych krajach zamarzł. Tanzania promowała związki wiejskie, ale w Afryce potencjalnie zorganizowana siła robocza w dużych przedsiębiorstwach pozostaje niewielką częścią klasy robotniczej.
Sektor nieformalny jest prawdziwym wąskim gardłem. Jest ogromny i wszechobecny. Organizacja związkowa jest tu niezwykle trudna. Niektóre kraje próbują wypełnić tę lukę. W Indiach pracownicy przemysłowi próbowali rozszerzyć swoją organizację na nieudokumentowanych pracowników dorywczych i wiejskich. Już sam rozmiar gospodarki nieformalnej zapewnia jej prawdziwą siłę przetargową. Może narzucać tempo rozwoju związkom zawodowym, które często zaniedbują małe przedsiębiorstwa przemysłowe i dorywczych pracowników.
Rozwój i poziom zagęszczenia związków zawodowych
Istnieje wyraźny związek pomiędzy rozwojem społeczno-gospodarczym a organizacją pracy. W Argentynie poziom organizacji związkowej jest bliski 40%. Na Dominikanie jest to niecałe 10%. Singapur ma znacznie wyższy odsetek członków związków zawodowych niż Papua Nowa Gwinea.
Ogólny obraz charakteryzuje się niepełną organizacją związkową. Tylko kilka krajów zbliża się do 40%. Większość krajów znajduje się poniżej progu 20%. Ale liczby mówią tylko część historii.
Analiza ilościowa ma swoje ograniczenia. Równie ważna jest ocena poziomu kontroli. Jaką kontrolę ma każdy ruch związkowy nad rynkiem pracy? Podział siły roboczej według kategorii zawodowych wyznacza ramy. Sposób funkcjonowania związków zawodowych w ramach tych ograniczeń zależy od czynników politycznych. Są to zmienne, których jeszcze w pełni nie zbadaliśmy.
Model brytyjski i Wspólnoty Narodów
Podstawy historii brytyjskiego rynku pracy leżą w Historii ruchu związkowego Sidneya i Beatrice Webb. Ich poprawione wydanie z 1920 r. pozostaje kamieniem węgielnym. Bardziej szczegółową analizę można znaleźć w pracach H.A. Cleg, Alan Fox i A.F. Thompson w swojej dwutomowej Historii brytyjskich związków zawodowych od 1889 r. Omówiono w niej przejście do lat trzydziestych XX wieku z rygorystyczną akademicką dyscypliną. Henry Pelling oferuje bardziej przystępną narrację w swojej Historii brytyjskich związków zawodowych. Jeśli potrzebujesz danych z okresu kształtowania się, zanim zakorzeniły się organizacje masowe, niezbędny jest Brytyjski ruch związkowy Johna Rule’a, 1750–1850. Książka autorstwa E.H. Historia brytyjskiego ruchu robotniczego, 1815–1914 Hunta wypełnia luki z wczesnego okresu. Napięcia prawne między związkami zawodowymi a państwem, w tym kontrowersyjna kwestia obowiązkowego arbitrażu, zostały szczegółowo zbadane w książce Pellinga Politics and Society in Late Victorian Britain.
Za granicą australijski ruch związkowy poszedł równoległą, ale odrębną ścieżką. Książka Henry’ego Phillipsa Browna The Origins of Trade Union Power bezpośrednio porównuje trajektorie Wielkiej Brytanii i Australii. Ross M. Martin ze Związków Zawodowych w Australii przygląda się, kto faktycznie kieruje tymi organizacjami i jak wykorzystują one swoją władzę. D.W. Rasson w książce Związki zawodowe i związkowcy w Australii aktualizuje obraz ery nowożytnej. We wczesnym okresie książka J.T. Historia ruchu związkowego w Australii autorstwa Sutcliffe’a z 1921 r. pozostaje głównym źródłem odniesienia pomimo swojego wieku.
Historia Nowej Zelandii jest wyjątkowo związana z Williamem Pemberem Reevesem. Biografia Keitha Sinclaira, William Pember Reeves, Fabian z Nowej Zelandii, wyjaśnia, w jaki sposób Reeves stworzył unikalny dla tego kraju system przymusowego arbitrażu. Te ramy prawne ukształtowały wszystko, co nastąpiło później. Niezbędny kontekst zapewnia bardziej ogólna Historia Nowej Zelandii Sinclaira. Książka H. Rotha „Związki zawodowe w Nowej Zelandii: przeszłość i teraźniejszość” uzupełnia obraz, podkreślając obecny stan rzeczy.
Dynamika ruchu robotniczego w Ameryce Północnej
Amerykański ruch robotniczy najlepiej można zrozumieć przez pryzmat Foster Rhea Dulles i Workers in America Melvina Dubowskiego. Pozostaje to recenzja definiująca. W XIX wieku książka Bruce’a Lowrisa Artisans Become Workers odzwierciedla przejście od rzemiosła do pracy przemysłowej. Wiek XX został omówiony w książkach „The Worker’s World” Jamesa R. Greena i „American Workers, American Unions, 1920–1985” Roberta H. Siegera. Eseje Davida Brody’ego na temat wrestlingu przedstawiają uderzającą, opartą na faktach, bezpośrednią perspektywę.
Konkretnym organizacjom poświęca się należytą uwagę. „Będziemy wszyscy” Melvina Dubowskiego to standardowy tekst na temat robotników przemysłowych świata (IWW). Książka Davida Montgomery’ego „Upadek Izby Pracy” ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia aktywizmu w miejscu pracy w latach 1865–1925. Aspekt prawny jest tu kluczowy. Książka Państwo i związki zawodowe Christophera L. Tomlinsa przedstawia wiodącą interpretację prawa pracy od 1880 do 1960 roku.
Kanada przedstawia inny zestaw zmiennych. Klasyczną pracą na temat rozwoju i funkcjonowania są Związki Zawodowe w Kanadzie Harolda A. Logana. W okresie nowożytnym potrzebne są dodatki w postaci Stosunków przemysłowych w Kanadzie Stuarta Jamiesona i Systemu stosunków przemysłowych w Kanadzie Altona W.J. Craiga. Wpływ transgraniczny jest omawiany w książce Johna Crispo The Trade Union International: A Study of Canada-U.S. Relations. Kanadyjska klasa robotnicza w polityce Gada Horowitza bada, jak klasa robotnicza wpasowuje się w szersze spektrum polityczne.
Eseje porównawcze zamieszczone w książce Trade Unions in Transition Seymoura Martina Lipseta podkreślają różnice i podobieństwa po obu stronach Atlantyku. Jest to przydatne narzędzie do zrozumienia, gdzie modele północnoamerykańskie różnią się od europejskich.
Europejskie odmiany i struktury korporacyjne
Europa Zachodnia nie jest monolitem. Niezawodne punkty wejścia zapewniają Ruch Pracy w Europie Waltera Kendalla i Stosunki Przemysłowe w Europie Hansa Slolpa. Gary Marks w książce Trade Unions in Politics bada logikę politycznego związkowca w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych na przełomie XIX i XX wieku.
Różnice w organizacji przemysłu mają znaczenie. W książce Marc Maurice, François Cellier i Jean-Jacques Sylvestre The Social Foundations of Industrial Power porównują Francję i Niemcy, aby pokazać, jak struktury pracy są powiązane z władzą związkową. Analizę „powojennego osadnictwa” można znaleźć w książce Petera Gourevitcha „Polityka w trudnych czasach”. W tej książce analizujemy, jak różne kraje zareagowały na międzynarodowe kryzysy gospodarcze.
Rok 1968 był punktem zwrotnym. Książka Colina Croucha i Alessandro Pizzarno „Odrodzenie konfliktu klasowego w Europie Zachodniej od 1968 r.” dokumentuje ten przewrót. Następnie Peter Gourevitch i współpracownicy przyglądają się tematowi „Związki zawodowe i kryzys gospodarczy” w Wielkiej Brytanii, Niemczech Zachodnich i Szwecji. Lange, Ross i Vannicelli skupiają się na strategii francuskiej i włoskiej na lata 1945–1980.
Kluczowym pojęciem jest tu neokorporatyzm. Opisuje sformalizowane relacje pomiędzy związkami zawodowymi, pracodawcami i państwem. Gerhard Lehmbruch i Philipp K. Schmitter zredagowali dwa główne teksty na ten temat: Wzorce podejmowania decyzji korporacyjnych i Trendy w pośrednictwie korporacyjnym. Książka Johna H. Goldthorpe’a „Porządek i konflikt we współczesnym kapitalizmie” analizuje rolę związków zawodowych w europejskiej gospodarce politycznej lat 70. XX wieku. Książka Jelle Visser The Quest for Inclusive Trade Unionism pozostaje obszernym studium opisowym współczesnych zachodnioeuropejskich związków zawodowych. Zwrot w kierunku inkluzywności w dalszym ciągu kształtuje krajobraz pracy w regionie.
Europa Wschodnia
Kondycję klasy robotniczej w komunistycznej Europie Wschodniej najlepiej zrozumieć z kilku kluczowych perspektyw historycznych. Pracownicy fizyczni w Europie Wschodniej, zbiór Jana F. Triskiego i Charlesa Gathy’ego z 1981 roku, zawiera artykuły czołowych ekspertów. Bada zarówno trendy tematyczne, jak i specyfikę kraju. Nacisk położony jest na politykę i ekonomię związków zawodowych w gospodarkach kontrolowanych przez państwo.
Isaac Deutsch przedstawia wcześniejszy, przełomowy pogląd. Jego praca Radzieckie związki zawodowe: ich miejsce w sowieckiej polityce robotniczej śledzi rozwój wydarzeń od rewolucji 1917 r. do okresu powojennego po 1945 r. Została opublikowana po raz pierwszy w 1950 r. i wznowiona w 1973 r. Aby lepiej zrozumieć źródła niezadowolenia pracowników, książka Victorii E. Bonnell „Korzenie buntu” porównuje rozwój związków zawodowych w Petersburgu i Moskwie pomiędzy Lata 1900 i 1914. Umieszcza te wydarzenia w szerszym kontekście europejskim.
Struktury późnego Związku Radzieckiego analizuje Blair A. Ruble. Jego studium z 1981 r. „Sowieckie związki zawodowe: ich rozwój w latach 70.” bada, jak związki zawodowe funkcjonowały w hierarchii politycznej późnego okresu sowieckiego.
W Polsce trajektoria rozwoju była odmienna. Książka Feliksa Grosza Robotnik polski. Studium warstwy społecznej zawiera przegląd socjologiczny i historyczny obejmujący cały XIX wiek i przedwojenny okres XX wieku. Nowsze zmiany opisuje Roman Laba w swojej książce Korzenie Solidarności (1991). Analizuje wydarzenia poprzedzające powstanie Solidarności.
Japonia
Japońskie stosunki przemysłowe są wyjątkowe. Taishiro Shirai zredagował zbiór „Nowoczesne stosunki przemysłowe w Japonii” w 1983 roku. Zawiera on autorytatywne analizy przeprowadzone przez czołowych japońskich uczonych. Badania własne redaktora skupiają się na związkowości korporacyjnej. Model ten łączy związki zawodowe z konkretnymi przedsiębiorstwami, a nie z całą branżą.
Książka Kazuo Koike „Understanding Industrial Relations in Contemporary Japan” (1988) wyjaśnia wewnętrzne rynki pracy. Pokazuje, jak rynki te wpływają na związki zawodowe i inne instytucje pracy. Tłumaczenie z języka japońskiego udostępniło te idee czytelnikom anglojęzycznym.
Z danych historycznych wynika, że Taishiro Shirai i Haruo Shimada przyczynili się do powstania Pracy w XX wieku. Ich rozdział poświęcony „Japonii” (s. 241–322) w tomie z 1978 r. autorstwa Johna T. Dunlopa i Waltera Galensona zawiera przegląd materiałów aż do lat 70. XX wieku. Ma to dużą wartość w kontekście statystycznym.
System powojenny jest szczegółowo opisany w książce Workers and Employers in Japan: The Japanese System of Labour Relations. Ten tom z 1973 r., pod redakcją Kazuo Okouchiego, Bernarda Karsha i Solomona B. Levina, obejmuje najważniejsze zagadnienia aż do kryzysu naftowego w latach 1973–1974. Obejmuje kwestie związków zawodowych i strategie pracodawców.
Kryzys naftowy zmienił wszystko. Koji Taira i Solomon B. Levin analizują konsekwencje w książce „Stosunki przemysłowe w dekadzie zmian gospodarczych”*. Ich rozdział zatytułowany „Japońskie stosunki przemysłowe: wyłania się umowa społeczna” (s. 247–300) pojawia się w tomie z 1985 r. pod redakcją Herveya Urisa, Marka Thompsona i Wilbura Danielsa. Badają relacje między związkami zawodowymi, pracodawcami i rządem w dekadzie następującej po kryzysie.
Japoński Instytut Pracy publikuje ważne informacje w języku angielskim. Publikacje te pozostają kluczowym źródłem zrozumienia systemu.
Kraje rozwijające się
Praca w Trzecim Świecie stoi przed różnymi wyzwaniami. Rosalind E. Boyd, Robin Cohen i Peter K.W. Gutkind był redaktorem zbioru „International Labour and the Third World: The Formation of a New Working Class” (1987). Tom ten bada powstawanie klas i ruch robotniczy w różnych regionach.
Robin Cohen, Peter K.W. Gutkind i Phyllis Brazier zredagowali książkę Peasants and Proletarians: The Struggles of Third World Workers (1979). Koncentrują się na formach organizacji pracy. Książka analizuje strategie działania klasy robotniczej w gospodarkach rozwijających się.
Międzynarodowe Biuro Pracy opracowuje Światowy Raport o Pracy. Ukazuje się nieregularnie. Raport zapewnia systematyczny przegląd kluczowych zagadnień zorganizowanego ruchu robotniczego. Aby uzyskać szerszy pogląd akademicki, w New International Labor Studies Ronalda Munka (1988) zastosowano tę dziedzinę wiedzy w odniesieniu do krajów Trzeciego Świata.
Roger Southall był redaktorem zbioru „Związki zawodowe i nowa industrializacja trzeciego świata” (1988). Bada związek pomiędzy „nowym międzynarodowym podziałem pracy” a organizacją pracy. Ma to kluczowe znaczenie dla zrozumienia wpływu globalizacji na pracowników w krajach rozwijających się.
Immanuel Wallerstein był redaktorem książki „Praca w światowej strukturze społecznej” (1983). Zawiera materiały z sympozjum radziecko-amerykańskiego. Kolekcja obejmuje różne aspekty roli pracy w krajach Trzeciego Świata. Oferuje perspektywę porównawczą, której często brakuje w badaniach zachodnich.
























