Nałożone przez rząd ograniczenia dotyczące ilości towarów lub usług, które można eksportować lub importować w określonym okresie, nazywane są kontyngentami. W rzadkich przypadkach ograniczenia te opierają się na kosztach, a nie na objętości fizycznej. Stanowią tępy instrument kontroli handlu międzynarodowego, często ograniczając podaż skuteczniej niż tradycyjne podatki.
Rozróżnienie między kontyngentami i taryfami jest ważne, ponieważ w różny sposób reagują one na presję rynkową. Jeśli popyt krajowy na produkt pozostaje wysoki nawet przy wzroście cen, kontyngent działa lepiej niż taryfa w celu ograniczenia przepływu. Dlaczego? Ponieważ taryfę można zneutralizować. Waluta obca może stracić na wartości lub eksporter może zaoferować dotację, aby utrzymać konkurencyjność swoich towarów. Kwota nie może być kompensowana za pomocą takich mechanizmów. Drzwi po prostu pozostają zamknięte.
Ta sztywność sprawia, że kontyngenty są bardziej destrukcyjne dla mechanizmu handlu międzynarodowego niż cła. Stosowane selektywnie wobec konkretnych krajów stają się bronią gospodarczą o charakterze przymusu. Rządy wykorzystują je do wywierania presji na inne kraje, wykorzystując dostęp do rynku jako dźwignię handlową i polityczną, a nie jako produkt wolnego rynku.
Kontyngenty taryfowe a bezwzględne ograniczenia importowe
Nie wszystkie limity działają tak samo. Kontyngent taryfowy umożliwia import określonej ilości towarów bez cła lub po obniżonej stawce. Po osiągnięciu tego limitu pozostała część podlega znacznie wyższemu cłu. Struktura ta w dalszym ciągu umożliwia kontynuację handlu, jedynie po wyższych kosztach za nadwyżkę wolumenu.
Kontyngent importowy jest bardziej rygorystyczny. Całkowicie ogranicza import. Niedozwolona jest żadna „nadwyżka”, niezależnie od ceny. Uderzasz w sufit i towary przestają przychodzić. Stwarza to ścisły limit podaży, który ma natychmiastowy wpływ na ceny.
Ekonomia sztucznego niedoboru
Kiedy kontyngent ogranicza import poniżej naturalnego zapotrzebowania rynku, cena krajowa tego dobra wzrasta. Podaż jest ograniczona, podczas gdy popyt pozostaje stały. Różnica pomiędzy wyższą ceną krajową a niższą ceną zagraniczną tworzy spread.
Kto przechwytuje ten rozkład? To zależy od polityki rządu. Jeśli rząd wyda licencje importerom, może sprzedać te licencje na aukcji lub wykorzystać je do czerpania zysków z dochodów rządowych. Zapobiega to bogaceniu się jednostek poprzez deficyty.
Bez takiego systemu licencjonowania importerzy zachowują różnicę w cenie. Import staje się lukratywnym źródłem prywatnych dochodów. Firmy targują się o prawo do importu towarów, wiedząc, że mogą je sprzedać na rynku krajowym po zawyżonych cenach. Tworzy to środowisko pogoni za rentą, w którym bogactwo jest przekazywane od konsumentów do licencjobiorców.
Historyczne fale protekcjonizmu
Ograniczenia ilościowe w handlu nie zawsze były normą. Rozpowszechniły się podczas I wojny światowej i bezpośrednio po niej. W latach dwudziestych trend się zmienił. Kraje stopniowo znosiły kontyngenty, zastępując je cłami. Pomysł polegał na utrzymaniu przepływu handlu, ale opodatkowaniu go.
Następna wielka fala nadeszła podczas Wielkiego Kryzysu na początku lat trzydziestych XX wieku. Francja przewodziła krajom europejskim we wprowadzeniu w 1931 r. kompleksowego systemu kwotowego. Było to działanie obronne, próba ochrony krajowego przemysłu przed załamaniem światowego popytu.
Po II wojnie światowej kraje Europy Zachodniej zaczęły stopniowo znosić te ograniczenia. Ruszyli w kierunku liberalizacji handlu. Jednakże Stany Zjednoczone w dalszym ciągu częściej stosowały kwoty. Ekonomia polityczna protekcjonizmu zmieniła się odmiennie po obu stronach Atlantyku, przy czym Stany Zjednoczone w większym stopniu niż ich europejscy sojusznicy polegali na ograniczeniach ilościowych, nawet gdy je porzucili.















